Onboardy Japońskie #4 – GR86 – czy nadal kocham BRZ

Onboardy Japońskie #4 – GR86 – czy nadal kocham BRZ

Dostawca tofu

Parę tygodni przed wylotem do Japonii widziałem reklamę Toyoty GR86, w której japoński producent jasno określił, do kogo skierowany jest ich najnowszy samochód. I nie są to flipperzy w Polsce. W reklamie bohater Initial D (anime o ulicznych wyścigach, gdzie główny bohater jeździł Corollą AE86) jest zestawiony z Keiichim Tsuchiyą, który zasłynął swoim niesamowicie agresywnym stylem jazdy, dzięki czemu słabsza AE86 mogła walczyć z mocniejszymi rywalami na torach wyścigowych. Nie będzie też zdziwieniem, że decyzja o wypożyczeniu GR86 była podyktowana również najnowszym anime o tematyce wyścigów – MF Ghost, gdzie nie tylko mamy odwołania do Initial D, ale główny bohater jeździ właśnie GT86.  Było to na chwilę przed tym jak dostałem informację, że przypadnie mi możliwość przetestowania drugiej generacji Subaru BRZ i opisania swoich wrażeń z jazdy na łamach bloga ŚnG. I jak wiecie, byłem zachwycony BRZetką, jej analogowością i płynącą z tego frajdą z jazdy. Jednak ciągle zastanawiało mnie – jak realnie BRZ wypada na tle swojego popularniejszego i bardziej mainstreamowego brata, modelu GR86. Nadchodzący wylot był idealną okazją do przyjrzenia się i bliższego obcowania z Toyotą. Do akcji wkracza tutaj ponownie wypożyczalnia Omoren (o której pisałem we wrażeniach z jazdy RX-7). Jednak, zamiast kierować się do Kwatery Głównej wypożyczalni, moja podróż będzie w zupełnie innym kierunku.

GR Garage

Wspominałem, że Omoren ma wiele lokalizacji, ale nie wspominałem o tym, że sama wypożyczalnia współpracuje z poszczególnymi firmami. I tak trafiam do GR Garage w Saitamie. To właśnie to miejsce uzupełnia ofertę wypożyczalni o parę dodatkowych egzemplarzy sportowej Toyoty. Jedynym dostępnym egzemplarzem w momencie rezerwacji była wersja z automatyczną skrzynią biegów. Z pewnym zaciekawieniem wybrałem ten egzemplarz, od razu planując dzień za jego kółkiem. Czym jest samo GR Garage? Jest to sieć warsztatów, w których kompleksowo zajmą się twoim samochodem sygnowanym emblematem Gazoo Racing oraz starszymi sportowymi samochodami. Każdy GR Garage jest wyposażony w warsztat, w którym można zlecić przegląd, bądź naprawy swojej sportowej Toyoty. Jest to także sieć dealerska specjalizująca się w kompletowaniu elementów do modyfikacji samochodów ze znaczkiem “GR” lub “GR Sport”. GR Garage ma dostęp nie tylko do katalogów Toyoty i Gazoo Racing, ale również części tuningowych czołowych firm na rynku. Garaż w Saitamie dodatkowo oferuje możliwość ładowania hybryd oraz elektryków, ale na parkingu dominują GT86, GR86 i Supry (również te starsze!). Każdy showroom ma w swoim posiadaniu pewne samochody demonstracyjne. W przypadku Saitamy w centralnym punkcie stała GR Corolla oraz GR Yaris GRMN (unikatowa wersja, której możliwość kupna można było zdobyć w specjalnej loterii. Takie loterie są dość popularne i nie mają nic wspólnego z tym, co znamy z polskiego i zagranicznego YouTube). Dla fanów nieposiadających samochodu lub turystów czeka cała masa gadżetów – odzież, kubeczki, naklejki, modele w skali oraz części do modyfikacji aut. Miłość do Initial D i nowego MF Ghost była również widoczna na miejscu, w postaci dedykowanej gablotki z rzeczami na licencji obu serii mang. Kuszące dla kolekcjonerów i fanów. Proces odbioru auta nie różnił się niczym od tego, który opisałem w moich przygodach z RX-7 z tą różnicą, że tutaj auto stało w garażu, który wyglądał jak żywcem wyjęty z mokrego snu fana Toyoty.


行きましょう!(Ikimashou! – Ruszamy!)

Saitama jest częścią aglomeracji tokijskiej i liczy około 1.3 mln mieszkańców. Nie czuć tego w ogóle. Warsztat znajduje się w takiej części miasta, która przywodzi na myśl to, co kojarzy nam się z Tokio znanym z anime i filmów. Niska zabudowa, stacja kolei niedaleko i spokojne, wręcz leniwe życie na osiedlach maksymalnie 4 piętrowych budynków. Stojąc na skrzyżowaniu, miałem okazję przyjrzeć się wnętrzu nowej “hachi-roku”. Plastiki wydają się trochę lepszej jakości niż te w BRZ. Główny wyświetlacz nie różni się w podstawowej szacie graficznej, jedyna zmiana jest taka, że przy uruchamianiu auta pojawiają się grafiki Gazoo Racing i modelu 86. I muszę przyznać, że jako osobie lubiącej takie gadżety i drobnostki, podoba mi się to bardziej niż to, co widziałem w Subaru.

Wyjeżdżam z parkingu i kieruję się w kierunku Tokio. Mam jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia wieczorem. Niestety, jak to bywa w niektórych wypożyczalniach – auto nie posiada oryginalnego radia, przez co nie mam możliwości podpięcia Apple CarPlay. Czy to minus? Tylko trochę, ale wskazuje na to, że mój egzemplarz musiał z fabryki wyjechać w wersji mocno podstawowej, czyli bez systemu audio. Nie jest to nic dziwnego w Japonii – nawet GRMN Yaris, który stał w showroomie, nie posiadał radia, a w jego miejscu była zaślepka. Kolejną znaczącą różnicą między omawianymi egzemplarzami BRZ i GR86 jest skrzynia biegów. W Subaru była to świetna przekładnia manualna, natomiast w 86 automat. GR86 dostała lekko przeprojektowaną przekładnię z nowym sterownikiem, dzięki czemu konstrukcja ta jest bardziej responsywna i dynamiczniejsza niż w GT86. Zresztą, wybór tego egzemplarza był podyktowany właśnie rodzajem przeniesienia napędu. I przyznam się, byłem zaskoczony tym, jak działa ten automat. W trybie normalnym przy spokojnej jeździe działał gładko, wręcz niezauważalnie. Powoli bujałem się przez Saitame, dając w pełni zająć się doborem przełożeń komputerowi. Było to relaksujące. Przy przejściu w tryb manualny było czuć lekkie opóźnienie przy zmianie, ale nadal były to o wiele przyjemniejsze zmiany niż to, co pamiętam z jazdy GT86. Jak tylko zobaczyłem znaki informujące mnie o kierowaniu się w znajome rejony, zmieniłem tryb na sportowy i… auto nabrało charakteru. Nadal nie był to ten surowy stan, jaki pamiętałem z BRZ, jednak sama jazda stała się o wiele bardziej “uśmiechogenna”. I z takim uśmiechem, w trybie “Sport” dojechałem do hotelu.

Night call – Daikoku Parking Area

Wieczorem wybrałem się na kolejną przejażdżkę, a weekend sprzyjał temu, żeby ulice były puste. I to, co niesamowite w przypadku takiej mega metropolii jak Tokio, ulice miasta bardzo szybko pustoszeją po godzinie 17:00. Wynika to nie tylko z tego, że zdecydowana większość pracowników biurowych przemieszcza się metrem, ale również z tego, że całe centrum jest połączone siecią obwodnic i dróg szybkiego ruchu. Praktycznie z każdej dużej dzielnicy/miasta w ramach metropolii można wjechać na jeden z “loopów” i szybko przemieszczać się po aglomeracji. Wieczór, szczególnie w takim kraju jak Japonia, to czas, kiedy ludzie już odpoczywają w domu lub wychodzą na miasto. I nie inaczej jest w przypadku wszelkiego rodzaju spotkań motoryzacyjnych. Ilość tak zwanych spotów, czy wieczornych przejażdżek jest bardzo duża i przez to też wiele z nich jest tylko i wyłącznie na zaproszenie jednego z uczestników lub organizatora. Jednak jest jedno miejsce, do którego zawsze można pojechać i spotkać tam ludzi zakręconych na punkcie motoryzacji. Mowa o legendarnym w wielu kręgach Daikoku PA. Miejsce tak legendarne, że w obecnych czasach jest problematyczne dla petrolheadów. Sam parking znajduje się na sztucznej wyspie Daikokufuto i w swoim założeniu jest miejscem, w którym można zatrzymać się podczas podróży między Jokohamą i Tokio. Co sprawiło, że akurat to miejsce stało się legendarne? Wyścigi na autostradach. Parking znajduje się poza miastem na jednej z najpopularniejszych tras – Wanganie. Samo PA jest umiejscowione na dole spiralnego zjazdu, który otacza parking. Szybko zaczęli pojawiać się tam inni miłośnicy szybkiej jazdy jak i po prostu ludzie, którzy chcąc spędzić czas ze swoimi motoryzacyjnymi znajomymi potrzebowali spokojnego miejsca. Daikoku jest też blisko przemysłowych terenów, które są wypełnione dużą ilością pustych dróg, które przypadły do gustu szczególnie drifterom. I tak właśnie dotarliśmy momentu, gdy legenda tego miejsca je przytłoczyła. Z uwagi na lokalizację wymagającą dojazdu samochodem, miejscówka zaczęła generować problemy społeczne wywoływane również przez obcokrajowców oraz tych japońskich kierowców, którzy wzięli sobie za cel bycie totalnie przeciw prawu. Efektem jest to, że Daikoku w weekendy jest nawiedzane nie tylko przez niesamowite ilości turystów, żądnych poczucia tej magii na własnej skórze, ale również policję, która zamyka wjazd na parkingi i usuwa wszystkich tych, którzy przyjechali na samochodowy spot.


Koniec historii, bo dojeżdżam do bramek autostradowych. W GR86 nie posiadam karty ETC, która umożliwia bezgotówkowy wjazd i wyjazd na autostradę, co spowodowało podróż równoległą drogą, przebiegającą dosłownie pod autostradą. Na rzeczoną wjeżdżam dopiero jakieś 2 km od Daikoku Futo, co kosztuje mnie około 50zł. Nie ja jeden obrałem dojazd na PA w ten sposób, mija mnie wiele samochodów – sportowe, luksusowe, klasyki. Mocno zmodyfikowane i totalnie seryjne, pełen przekrój i manifestacje indywidualności. W drodze na parking pozwalam sobie na przełączenie auta w tryb torowy. Nie mam w tej chwili kontroli trakcji (w sensie mam, ale jest ona marginalna), przepustnica jest najbardziej agresywna, podobnie sposób zmiany biegów. Nie mam w 100% pewności, ale wydaje mi się, że skrzynia szybciej wrzuca kolejne biegi. Zarówno w trybie automatycznym, jak i manualnym. Czy było to rozważne, żeby na mokrej drodze włączyć tryb, który jest sugerowany do jazdy po torze? Jak najbardziej nie. Czy auto chciało mnie zabić? Ani trochę, a to ze względu na to, że systemy bezpieczeństwa i wsparcia kierowców w Japonii są mniej ingerujące w naszą jazdę niż ich europejskie odpowiedniki. Przy mocniejszych podmuchach na moście wróciłem do trybu sportowego i po chwili znalazłem się na spirali, która prowadziła w dół do raju. Czy GR86 przykuło uwagę? Tylko obcokrajowców, miejscowi byli raczej zadowoleni, że kolejny gaijin wybrał przyjazd samochodem, a nie wspinanie się po ogrodzeniu (a to jest prawdziwa historia). 

Spot zostaje zamknięty dosłownie po 45 minutach, więc wszyscy uczestnicy zaczynają się rozjeżdżać po okolicznych innych PA. Uznaję, że będę śledził jedną srebrną RX-8. Efektem jest to, że wylądowałem na środku oceanu na strefie odpoczynku Umihotaru PA, która była jednocześnie wjazdem i wyjazdem do tunelu o jakże cudownej nazwie Tokyo Bay Aqua-Line. Samo PA wygląda jak część statku. Posiada 5 poziomów, z czego 4 to miejsca parkingowe. Na miejscu mamy centrum gier, parę restauracji, punkty widokowe oraz sklep 7-Eleven. Parkuję obok Land Cruisera i idę zobaczyć, co jeszcze ciekawego zjechało w to miejsce. Część aut pojechała w kierunku Tokio jednak i tutaj pojawiają się rodzynki – Hummer H1, samochody demonstracyjne Spoon – nowe odsłony Civic Type-R generacji FL5, czy paru innych “znajomych” z Daikoku. Sam parking Umihotaru jest na tyle ciekawy, że przy dobrej pogodzie, nawet w nocy, widać piękną panoramę Tokio oraz Jokohamy. Po chwili podziwiania nocnych panoram i walce z wiatrem uznałem, że czas na powrót do domu.

Wielka Pętla, ale to Japonia

Wyjazd z PA wybrałem w kierunku Iwane, co jak się później okazało, było dokładnie w przeciwną stronę niż Tokio. Przy dojeździe do bramek zjazdowych czekała mnie zapłata w kwocie prawie 200 zł i można było kontynuować powrót do domu przez Chibę. W tej przydługiej podróży był jeden plus, zero aut, zero policji i brak deszczu. W ruch poszedł tryb torowy i tryb manualny. Mogłem zrobić w końcu bezpośrednie porównanie z BRZ w aspekcie prowadzenia. GR86 ma bardziej złożoną budowę zawieszenia. Subaru poszło w kierunku prostoty, chociażby przez stabilizatory bezpośrednio mocowane do nadwozia czy wykorzystując lekkie materiały. Toyota postawiła na sprawdzone elementy dające komfort. Czuć to podczas dynamicznej jazdy. Auto nie jest tak precyzyjne jak BRZ, jednak trochę szybciej daje znać, że jest gotowe do poślizgu, który w Subaru trzeba było wymusić. Hachi-Roku precyzyjnie przekazuje przez układ kierowniczy, co się dzieje z kołami, a nadwozie jasno informuje o uślizgu. Po paru szybszych zakrętach czy nawrotach na prostej brakuje mi twardości i bezpośredniości BRZ. Dla jednych to będzie plus, dla mnie to delikatny minus. Delikatny, bo samo prowadzenie i chęć jazdy bokiem zmniejsza to negatywne uczucie. Czy to sprawia, że wybrałbym Toyotę zamiast Subaru? Z ostateczną decyzją wstrzymam się do podsumowania.

Po dłuższej chwili zabawy na drogach dojeżdżam w końcu do Chiby. Pomimo dochodzącej godziny 1:00 zatrzymuję się przy przydrożnym 7Eleven, żeby ochłonąć i pomyśleć o GR86.

Nocne rozkminy, czyli kanapka z 7Eleven i podsumowanie

Wzbudziłem niemałe zainteresowanie w sklepie swoją osobą. Widocznie nie często w środku nocy zatrzymują się tutaj obcokrajowcy. Jednak moją głowę zajmują dwie rzeczy – brak ulubionej kanapki i mieszane uczucia co do GR86. Pomimo mej pozytywnej opinii o automacie, nie polecam tej wersji, jeśli chcesz mieć prawdziwy fun car. “Oh Wojtek, oczywiście, że jak fun car to tylko manual, hurr-durr” – jestem ciekaw ilu z Was, Drodzy Czytelnicy tak zareagowało. I zapewne wszyscy mamy tu rację, ale Toyota chce udowodnić, że automat też daje fun. Dlatego przebudowano skrzynię, dano jej nowy sterownik, skrzynia działa lepiej, ale ciągle w głowie tkwi wspomnienie tego, jak dobrze “wchodziły” biegi w BRZ. A jak z jazdą na co dzień? W swoich wrażeniach z jazdy Subaru pisałem o tym, że auto robi się uciążliwe przez hałas z wydechu. W GR86 nie ma tego problemu. Parę dni po oddaniu auta spotkałem jednego użytkownika nowej Toyoty, który mi potwierdził, że w wersji z ręczną skrzynią biegów jest ciszej niż w BRZ. W wersji z automatem czasami jazda może być nużąca przez to, jaka przyjemna cisza panuje w środku. No właśnie – “Fun factor”, “wskaźnik generacji uśmiechu”. W wersji z automatem występuje, szczególnie kiedy umiejętnie operujemy manetkami przy kierownicy w trybie torowym. Finalnie dostajemy namiastkę tego, co mamy w wersji ze sprzęgłem. Taka wersja “lite”. Pobawisz się, poślizgasz się, pojedziesz szybko i precyzyjnie, ale ciągle czuć, że to auto bardziej masowe niż Subaru. Toyota to łobuz w casualowej marynarce. BRZ to łobuz w dresie. Nadal rozdarty wyruszyłem do hotelu w Tokio.

Następnego dnia, gdy zbierałem się do oddania auta, pojechałem trochę inną trasą do Saitamy. Biegnącą typowo miejskimi drogami. Te 1,5h jazdy sprawiły, że jeżeli miałbym wybierać auto do jazdy na co dzień, to w pojedynku z BRZ Toyota zajęłaby pierwsze miejsce. Co prawda po tygodniu z BRZ byłem wykończony, po bardzo intensywnym dniu z GR86 byłem zrelaksowany, a sam samochód nie dobijał mnie swoim sportowym charakterem.

Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że GR86 jest tym cywilizowanym. Czy lepszym? Ma swoje przywary, dokładnie takie same jak BRZ – jest ciasno, skrzynia biegów grzeje. Oddawałem jednak auto ze smutkiem, że to był tylko jeden dzień. I ostatecznie GR86 zmieniło moje postrzeganie BRZ, wyróżniając Subaru jeszcze bardziej w roli doskonałego samochodu dla pasjonatów.

W GR Garage zostałem przywitany z uśmiechem, a stan auta został szybciutko sprawdzony. Po krótkiej rozmowie z pracownikiem, obejrzeniem całego wachlarza części, które są dedykowane dla Toyobaru oraz zapoznaniu się z szeregiem dalszych możliwości odcywilizowania i spersonalizowania GR86, jestem spokojny zarówno o przyszłość modelu BRZ, jak i 86. Co ciekawe, na wstępie wspomniałem o MF Ghost, które jest tak popularną marką, że z końcem roku 2023 w GR Garage i wybranych sklepach zaczęły pojawiać się części sygnowane licencją nowego anime. W ramach podziękowania dostałem parę drobnych gadżetów i w doskonałym nastroju pożegnałem się z czerwoną strzałą, która spełniła moje marzenie o odwiedzeniu legendarnego Daikoku Parking Area i jako samochód okazała się doskonałym towarzyszem.

Do następnych Japońskich Onboardów!