Niedziela na torze z Fastline Racing Academy

Niedziela na torze z Fastline Racing Academy

W minioną niedzielę Fastline Racing Academy zaprosiło nas na kawę na Tor Łódź. Deszczowy poranek z pewnością nie sprzyja wychodzeniu wcześnie rano z domu. Szaro, buro i ponuro, ale perspektywa bliższego poznania się z Maserati MC20 wydawała się kusząca. Jak się okazało – była to również doskonała okazja, żeby zobaczyć zespół przy pracy i porozmawiać o filozofii stojącej za wyścigową akademią. O ile sam pomysł nie jest niczym innowacyjnym, o tyle forma jest czymś świeżym, wartym odnotowania, a przede wszystkim spróbowania. 
 

Ewolucja społeczna

Podejście Fastline Racing Academy do kwestii szkolenia, uświadamiania, poprawiania techniki jazdy, ale przede wszystkim dawania radości ze sportowej jazdy samochodem, to symbol pewnej ewolucji jaka powoli zachodzi w naszym społeczeństwie. Okazuje się, że nieustanne powtarzanie – szalej na torze, nie na ulicy, zaczyna przynosić efekty. Do niedawna ogromną popularnością cieszyły się prezentowe wydarzenia typu – tu masz auto i zrób dwa kółka po torze, ale nie wyłączaj żadnych systemów i nie jedź zbyt szybko. O ile z pewnością dawało to możliwość doznania emocji jakie wiążą się z jazdą za kierownicą Lamborghini czy Ferrari, to niczego nie wnosiło do warsztatu z zakresu prowadzenia samochodu. Wraz z dojrzewaniem społeczeństwa na drodze okazało się, że ludzie nie tylko potrzebują przeżyć, ale są również zainteresowani podnoszeniem swoich kwalifikacji. Odpowiedzią na to zapotrzebowanie jest Fastline.

Trzeba chcieć 

Chcemy żeby „sport driving” stał się bardziej dostępny. Spójrz na naszą ofertę – każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Przede wszystkim zależy nam na tym, żeby świat, który do tej pory był zarezerwowany dla nielicznych, stanął otworem dla szerszej rzeszy petrolheadów – tak w kilku słowach odpowiedział mi na pytanie o ideę ich akademii dyrektor sprzedaży – Michał Starościk. W istocie oferta Fastline jest tak obszerna, że zapamiętałem tylko kilka podstawowych kursów. Całe szczęście nie o grę w Memo tutaj chodzi. Twarzą przedsięwzięcia jest Mariusz Miękoś, to on jest tym kierowcą numer jeden w zespole. Mariusz to człowiek instytucja – otwarty, pogodny, bardzo wygadany, ale przy tym z ogromnym doświadczeniem wyścigowym i wiedzą popartą licznymi sukcesami odniesionymi na różnych torach. To co od razu doceniłem podczas wykładu wprowadzającego do jazdy torowej, to łatwość z jaką szef przekuwał techniczne aspekty chyżego przemieszczania się z punktu A do B na język prosty i zrozumiały. To niejako potwierdza słowa Michała, że ich przedsięwzięcie jest skierowane do wszystkich bez względu na poziom zaawansowania. Wystarczy chcieć i być dociekliwym, bo tutaj nikt nie wywija się od pytań.

To TEN samochód

Główną gwiazdą niedzielnego spotkania było oczywiście niebieskie MC20, które można było dowolnie dotykać, klikać, przełączać, otwierać i zamykać. Dziś mamy mokry tor, a w takich warunkach, najszybciej jadą ci, którzy potrafią znaleźć coś suchego. I tego zaraz poszukamy! – zabrzmiał bardzo spokojnie i poważnie Mariusz, zapraszając mnie na prawy fotel Włoszki. Podczas gdy mój szofer w pełnym skupieniu czarował za kierownicą, zadałem mu kluczowe pytanie – ale dlaczego akurat MC20, przecież jest tyle innych samochodów? Mariusz stanowczo odpowiedział – bo to TEN samochód! MC20 zostało od początku do końca zaprojektowane i zbudowane z myślą o maksymalnym nacisku na performance. To pochwała dla współczesnej filozofii samochodu sportowego i czerpanie garściami ze zdobyczy nowoczesnych technologii. Gdy tak sprawę przedstawia 9-krotny Mistrz Polski w różnych seriach wyścigowych oraz kandydat do startu w wyścigu 24h Le Mans, zaczynasz zupełnie inaczej patrzeć na ten samochód i jego możliwości. 

Teraz pojedziemy szybko  

Mariusz jest w zespole wyraźnym liderem, ale nie można zapomnieć o kadrze instruktorskiej, bo to z nią spędza się najwięcej czasu w aucie. Jakaż była moja szczera radość, gdy się okazało, że jednym z instruktorów jest mój serdeczny kolega z czasów licealnych – Igor Stolarek.  Znamy się od lat i zawsze pięknie wspominam każde nasze spotkanie. Nie inaczej było tym razem, gdy pokazał mi prawdziwy potencjał Alpine A110S, która podobnie jak Toyota Supra czy MC20 są dostępne dla kursantów. Pierwsze kółko zrobimy z wyłączoną trakcją i się pobawimy, a później pojedziemy szybko! Trzymaj się! – rzucił Igor zapinając rękawiczki. Faktycznie, pojechaliśmy szybko, zdecydowanie szybciej niż sam bym sobie na to pozwolił, co wywołało ogromny uśmiech na mojej twarzy… a przecież o to właśnie chodzi w motorsporcie – o radość i piękne wspomnienia!  

Fastline Racing Academy ma obiecujący start. Rozbudowana oferta dostosowana do różnych oczekiwań. Duży marketing – choćby współpraca z magazynem EVO, której efektem są świetne materiały zza kulis wyścigowego życia na najwyższym poziomie. Do tego bardzo otwarty zespół ludzi z ciekawymi pomysłami. O ile akademia pozostanie wierna swojej pierwotnej filozofii – profesjonalna wiedza w przystępny sposób, to z czasem wróżę temu projektowi dużą rzeszę fanów zgromadzonych wokół wielu torowych wyzwań. Będziemy obserwować, tymczasem trzymamy kciuki!