Wielki powrót MotoClassic Wrocław!
Wreszcie. Tak jednym słowem określiłbym tegoroczną edycję MotoClassic Wrocław, bo mam wrażenie, że po kilku latach ta impreza wreszcie wygląda tak jak powinna wyglądać zawsze. Przede wszystkim widać w niej świeży pomysł i działanie z rozmachem, ale przemyślanym rozmachem. Pominę elementy stałe dla MotoClassic, jak aranżacja głównego ronda, czy fantastyczny rajd, to oddają zdjęcia. To co najbardziej mi się spodobało to pomysł na tematyczną strefę, tym razem francuską. Choć gwiazdą, zarówno pięknego zakamarka z pałacowym tłem, jak i całej tegorocznej edycji, miał być Talbot Lago T26 Grand Sport, to mnie ujęło coś zupełnie innego.









Jestem nieobiektywny jeśli chodzi o markę Bugatti, szczególnie modele T35 i spokrewnione – po prostu je uwielbiam i tyle. Jednak nawet jeśli nie jesteście fanami marki, to przyznajcie, że jest w tym coś wyjątkowego, że na MotoClassic Wrocław dotarło Bugatti T37, którym jeździ Caroline Bugatti – wnuczka Ettorego Bugattiego. Zresztą sama Caroline była gościem specjalnym wydarzenia w Topaczu. Sto lat wcześniej twój dziadek tworzy samochody, które zajmują osobny rozdział w historii światowego automobilizmu i motorsportu, a niemalże wiek później przyjeżdżasz jednym z tych aut do Polski. To naprawdę robi wrażenie i oddaje jak duży krok naprzód zrobiło MotoClassic.













Od tegorocznej edycji wiem, że jestem również fanem marki Sénéchalem. Ogromne wrażenie zrobiła też czerwona bestia, czyli Simplex Crane Model 5 z 1916 roku, którego do Topacza przywiózł Piotr Życzyński z House of Classics. Uważam, że kierunek w stronę – mniej, ale bardziej jakościowo, to doskonała droga dla MotoClassic. Z żalem muszę jednak przyznać, że niektórym samochodom brakło prezencji i mogły one umknąć odwiedzającym, jak choćby Ferrari 250 GT Pininfarina Coupé z 1959 roku, należące w latach 1960–1970 do Ferruccia Lamborghini. Gdybym nie wiedział gdzie to auto stoi, to mógłbym je pominąć w ferworze zwiedzania, a szkoda!








My również wystawialiśmy się na MotoClassic. Nasz Opel Olympia reprezentował nas i projekt Monte Carlo Tribute 1939 w głównej alejce na stoisku naszych przyjaciół z Classic Group. Byliśmy uzupełnieniem dla ich pomysłu na wystawę – ścigaj się, a nie zbieraj. Zespół z Bielska-Białej przedstawił kilka samochodów klasycznych, które przygotowywali do wyścigów i rajdów, takich jak Le Mans Classic, Monte Carlo Historique, Mille Miglia, czy Dakar Classic. Jest to nowa propozycja w ofercie warsztatu, która w dużym uproszeniu ma wyglądać następująco – jeśli masz klasyka, marzysz o dużej imprezie sportowej, ale nie wiesz jak się za to zabrać, to zadzwoń do Classic Group. Dostaniesz tam nie tylko pomoc techniczną, ale również merytoryczną, czyli jak zapisać się na takie wydarzenie, jak się przygotować i jak jechać, żeby dojechać. Nasz Opel uzupełniał ten koncept o wyprawy długodystansowe samochodami przedwojennymi. I to jest coś naprawdę ciekawego, bo nagle okazuje się, że rajdy, wyścigi, wyprawy i przygody, które kiedyś mogły się wydawać nieosiągalne, dziś są bliżej, niż myślisz.





























