Tadek Marek: praca dla Astona Martina [CZ. 5]

Tadek Marek: praca dla Astona Martina [CZ. 5]

Zaopatrzenie głodujących uchodźców z krajów Europy w żywność i artykuły pierwszej potrzeby na terenie okupowanych Niemiec było trudnym zadaniem. Tadeusz Marek jednak marzył o powrocie do inżynierskiej roboty, wiedział, że nawet z małym, pozbawionym wielkich zasobów finansowych zespołem potrafi zdziałać cuda. Dobrze pamiętał przygotowywanie swoich aut do rajdu Monte Carlo i swój w nim udział – do którego nawiązuje zaplanowana na ten rok wielka wyprawa MCT samochodem Opel Olympia.

Wygląda na to, że po powrocie do Wielkiej Brytanii Tadeusz znalazł pracę w biurze konstrukcyjnym Austina (a właściwie Morrisa, włączonym chwilę potem do tego u Austina), gdzie podobno przyłożył się w stopniu decydującym do stworzenia rzędowego, sześciocylindrowego silnika serii C dla samochodu Austin A90 Westminster. Ten sam motor później trafił do wielu innych brytyjskich samochodów, w tym do Austina-Healeya. Rzekomo Marek w tym samym biurze pracował także nad eksperymentalnym silnikiem V-8, korzystającym z elementów silnika od Austina A40 – projekt ten został zarzucony. Niektóre źródła twierdzą, że potem na jakiś czas wrócił do projektowania czołgów, ale nie znalazłem na to żadnych dowodów – prawdopodobnie ktoś kiedyś pomylił okres projektowania czołgu Centurion z okresem wprowadzania go do służby, a internetowe publikacje bezkrytycznie powtarzały błąd.

Uparty jak Polak

Wiadomo za to na pewno, że odpowiedział w 1953 roku na ogłoszenie opublikowane przez Astona Martina – już po powrocie do Niemiec Eberana von Eberhorsta, dotychczasowego głównego konstruktora firmy, a przed wojną eleganckiego, nazistowskiego szefa technicznego w wyścigowym zespole Auto Union. David Brown, producent kół zębatych, przekładni i traktorów, który kosmicznie się wzbogacił podczas wojny (jak zresztą wielu brytyjskich przemysłowców, dzięki amerykańskiemu wsparciu finansowemu pod postacią Lend-Lease), był właścicielem marki Aston Martin, do której dokupił upadłą markę Lagonda, a tej podstawową wartością był silnik zaprojektowany przez samego W. O. Bentleya. Sześciocylindrowy, rzędowy. Marek odbył spotkanie w fabryce Astona i usłyszał, że posada należy do niego. Uradowany, pojechał z żoną na wakacje na Sycylię, ale gdy wrócił, czekał na niego formalny list z Astona, informujący inżyniera o tym, że stanowisko nie jest już dostępne. Wściekły, że omija go wymarzona robota, wsiadł w auto, popędził do dyrekcji koncernu Davida Browna do Huddersfield. Historia nie zanotowała, czy wykłócił się z samym właścicielem, ale jedno wiemy na pewno: list z odmową okazał się urzędniczą omyłką i Tadeusz Marek stał się konstruktorem w firmie Aston Martin Lagonda. Upór Polaka opłacił się. Nie tylko jemu zresztą.

Lagonda Rapide podczas testów (źródło: album rodzinny T. Marka)

Archaiczny złom

Pierwszym zleconym Markowi zadaniem było unowocześnienie archaicznej konstrukcji W.O. Bentleya. Sześciocylindrowy silnik cierpiał na wiele wad konstrukcyjnych, przede wszystkim osiadały w żeliwnym bloku stalowe tuleje cylindrowe, powodując awarie uszczelki głowicy i dalszą destrukcję motoru. Długo kombinowano różne środki zaradcze, podpierając tuleje pierścieniami miedzianymi i zmieniając azbestowo-miedzianą uszczelkę na miedzianą wielowarstwową, ale dopiero przeróbki Marka skończyły temat. Silnik Lagondy miał napęd wentylatora chłodnicy z rozrządu (!) i nawet drobna kolizja powodowała często zniszczenie silnika, poza tym napęd ten absurdalnie obciążał cały rozrząd. Dalej – niby nowoczesny silnik sześciocylindrowy z dwoma wałkami rozrządu w głowicy, a wał korbowy podparto tylko w czterech miejscach. Współczesny mu silnik Jaguara XK nie miał tulei cylindrowych, a jego wał podparto w siedmiu miejscach – dlatego Jaguary wygrywały wyścigi, a w silnikach Lagondy, używanych w Astonach, pękały bloki. To nie wszystko – blok miał za małą sztywność, łańcuch rozrządu był wadliwie zaprojektowany, podobnie jak tylny uszczelniacz wału, a tolerancje obróbki bloku były kosmicznie duże. Archaiczny złom. Masakra.

Podwozie Astona Martina DB4 dostarczone włoskiej firmie Touring (źródło: album rodzinny T. Marka)

Project 114

I co zrobił nasz bohater? Spokojnie przeprojektował silnik LBS do postaci DBA, de facto rysując cały blok od nowa, nadając mu wreszcie niezbędną sztywność. Zachował mokre tuleje cylindrowe, ale osadził je inaczej: opierały się teraz górą na precyzyjnie wyciętej kryzie i były od dołu uszczelnione O-ringami. Skutecznie zredukowano tolerancję obróbki bloku, co w połączeniu z nowym rozwiązaniem tulei oznaczało koniec problemów z wydmuchiwaniem uszczelek pod głowicą. Tadeusz Marek od zera zaprojektował także łańcuch rozrządu z napinaczami, pompę olejową oraz napęd wentylatora chłodnicy. Silnik stał się niezawodny i można było w drugiej kolejności zadbać o zwiększenie jego mocy. Poprawiony przez Polaka motor stosowano w Astonie Martinie DB Mark III. Był to jednak zabieg przejściowy: firma potrzebowała zupełnie nowego silnika i nowego samochodu, znanego wewnętrznie jako Project 114.

Prototyp Astona Martina DB4 po przywiezieniu z Mediolanu (źródło: album rodzinny T. Marka)

Początki Astona Martina DB4

Właściciel zaplanował przenosiny zakładu z Feltham do Newport Pagnell, co wiązało się z paroma problemami. Frank Feeley, który dotąd projektował nadwozia Astonów, oświadczył, że nie ma zamiaru przeprowadzać się do jakiegoś Buckinghamshire i odszedł z firmy do przemysłu lotniczego (nadwozie jego projektu zostało uznane za nieodpowiednie – czyli po prostu ohydne). Nowy samochód musiał zatem stworzyć ktoś inny.

Proces renowacji prototypowego Astona Martina DB4 „Project 114” z nadwoziem Feeleya, które uznano za ohydne (źródło: Aston Martin Lagonda via Newspress)

Stalowe podwozie z zawieszeniem niestety pozbawionym wymarzonej osi typu De Dion zaprojektował Harold Beach, a nowy sześciocylindrowy silnik, początkowo o pojemności 3,7 litra (ostateczne wersje rozwojowe osiągały 4,7 litra) stworzył Tadek Marek. Nadwozie zaprojektował Federico Formenti z firmy karoseryjnej Touring z Mediolanu, zgodnie z zasadami metody Superleggera, podług której szkielet ze stalowych rurek przyoblekano w zewnętrzną skórę z aluminium. Gdy prototypowe nadwozie połączono z podwoziem, rozpoczęły się pierwsze próby. Firma była mała, ludzi niewielu, prototypy tylko dwa. Nie dało się uniknąć konkretnego dzwona, skrzętnie udokumentowanego przez Marka w jego prywatnym albumie z fotografiami. Auto pokazano jakiś czas potem publicznie, spodobało się klientom i zaczęła się dobra passa przedsiębiorstwa. Seryjne nadwozia budowali fachowcy z Newport Pagnell, posługując się kształtkami i ramami pomocniczymi, przygotowanymi w Mediolanie.

Prototypowe DB4 po dzwonie (źródło: album rodzinny T. Marka)

Znakomicie nieopłacalny

Marek stale udoskonalał silnik, który na początku miał pojemność 3670 cm3 i osiągał moc 240 KM przy 5500 obr./min. Miał dwa wałki rozrządu w głowicy i dwa gaźniki SU. W ramach eksperymentu zbudował także 4-cylindrową wersję tej samej jednostki, teoretycznie dla auta tańszego od DB4, ale przy takiej skali produkcji, jaka była rzeczywistością ówczesnego Astona, samochód z tym motorem kosztowałby tyle samo co DB4 – więc o sprawie zapomniano. Stale poprawiany przez Polaka silnik trafił też do 4-drzwiowego auta Lagonda Rapide, które było trochę prywatną obsesją Davida Browna. Wóz okazał się zupełnie nieopłacalny, a produkcja jego tak pracochłonna, że cierpiała z jej powodu produkcja opłacalnych modeli 2-drzwiowych. Ale… samochód ten jeździł znakomicie, czego dowodzą dwie wyjątkowe fotografie w albumie inżyniera: Lagonda podczas tajnych testów, dymiąca obficie z tylnych opon oraz to samo auto, startujące w Brighton Speed Trials 1964 na Madeira Drive (zresztą wygrało swoją klasę, prowadzone przez R. Willsa).

Lagonda Rapide podczas wyścigu Brighton Speed Trials w 1964 roku (źródło: album rodzinny T. Marka)

Prywatny samochód inżyniera

Poza firmą Tadeusz Marek nie afiszował się, skromny i skupiony na pracy, najlepiej bowiem czuł się w warsztacie prototypowym albo przy desce kreślarskiej. Stronił od publicznych występów, podobno tylko raz dał się namówić na wykład dla członków Klubu Posiadaczy Astona Martina. Mechanicy go uwielbiali, a on z pracy w niewielkim zespole czerpał satysfakcję: miałem sposobność obejrzeć podpisane przez niego rysunki, precyzyjne, eleganckie. Czym jeździł? Początkowo miał DB2, w którym stale denerwowała go skrzypiąca karoseria; wóz był zaopatrzony we własnoręcznie poprawiony silnik i 5-stopniową skrzynią biegów Maserati. Potem pojawiło się inne auto, DB4 kupione tanio na Kontynencie, przerobione na wersję z kierownicą po prawej stronie i gruntownie ulepszone.

Aston Martin DB2 należący do T. Marka podczas wizyty w Polsce (źródło: album rodzinny T. Marka)

Legendarne V8

Zmiany na światowym rynku samochodów sportowych spowodowały, że Aston Martin potrzebował nowego, mocniejszego silnika. Markowi zlecono zaprojektowanie jednostki w układzie V-8 i oczywiście zabrał się za to ze swoim zwykłym entuzjazmem. Nadal w firmie brakowało pieniędzy na rozwój, na serie prototypów, silnik więc rodził się powoli – testowany w specjalnie zmodyfikowanym DB5. Album inżyniera jest świadectwem prób i błędów na drodze na przykład zbudowania skutecznego układu dolotowego. Żeby było jasne: pieniędzy brakowało, bo właściciel, David Brown, który dorobił się kolosalnej fortuny na produkcji przekładni dla pojazdów wojskowych podczas drugiej wojny światowej (opłacanej w całości z amerykańskiego kredytu Lend-Lease), tak naprawdę nie był mistrzem prowadzenia biznesu w warunkach wolnej konkurencji i w dodatku wykazywał się skąpstwem na poziomie Ebenezera Scrooge.

Tadek Marek i 5-litrowy silnik jego projektu w 1966 roku (źródło: album rodzinny T. Marka)

Niechciany debiut w Le Mans

Gdy pojawił się pomysł, by niesprawdzony motor V-8 sprzedać Johnowi Surteesowi do jego wyścigowych Loli T70 Mark 3, przygotowywanych do startu w Le Mans, Tadeusz Marek sprzeciwił się twierdząc, że silnik do takiego wysiłku na pewno gotowy nie jest. Miał rację, nie był – wyścig 24h Le Mans 1967 zakończył się dla obydwu aut bardzo wcześnie wskutek awarii motorów, po czym nastąpiło wzajemne obrzucanie się oskarżeniami (prawdopodobnie jedną z przyczyn awarii jednostek napędowych było użycie przez zespół Surteesa nieodpowiednich świec zapłonowych – bo ich producent zasponsorował start w zawodach). Marek mógł wrócić do wprowadzania stopniowych poprawek do prototypów, dzięki którym poprawiło się smarowanie pod obciążeniem oraz sztywność skrzyni korbowej. Kierownictwo firmy już nie upierało się, by niedopracowane silniki stosować w sporcie.

Strona tytułowa wywiadu z Tadkiem Markiem opublikowanego w AM Quarterly we wrześniu 1967 roku (źródło: Aston Martin Owners Club via dbsvantage.com)

Włoska emerytura

Brak środków i ludzi nie przeszkodził Markowi doprowadzić silnik do takiej postaci, że po premierze w modelu DBS był on produkowany w różnych postaciach aż do końca lat dziewięćdziesiątych! Początkowo 5-litrowy, z czterema wałkami rozrządu, urósł do 5,3 litra, otrzymał głowice zaprojektowane przez Callawaya, w Vantage V600 ze sprężarką mechaniczną osiągał moc 600 KM, w eksperymentalnej turbodoładowanej Lagondzie o ksywce Turbolag też go zainstalowano, a w istniejącym do dziś, niedawno odrestaurowanym prototypie Bulldog na papierze miał aż 700 koni.

Sean Connery aka James Bond w towarzystwie słynnego Astona Martina DB5, którego silnik stworzył inż. Tadeusz Marek (źródło: Aston Martin Lagonda via Newspress)

Na emeryturę Marek odszedł dopiero wtedy, gdy był pewien, że jednostka napędowa nie przyniesie mu już wstydu i gdy zastąpił go wychowanek, Mike Loasby (ten sam, który potem miał coś wspólnego z marką DeLorean). Zmarł w ukochanych Włoszech w 1986 roku, zostawiając po sobie wspaniałą techniczną spuściznę, znaną tylko nielicznym fanatykom brytyjskich samochodów.

Przeczytaj pozostałe części życiorysu inż. Tadeusza Marka.

Autor tekstu: Piotr R. Frankowski