Szwedzki łącznik – historia naszego Opla

General Motors Nordiska AB
Budowę szwedzkiej montowni GM Nordiska AB w Sztokholmie rozpoczęto w 1927 roku na działce w dzielnicy Hammarby – obecnie jest to osiedle mieszkaniowe, a blisko 100 lat temu był to niezagospodarowany teren z dostępem do jeziora, które kanałem łączyło się z Morzem Bałtyckim. W szwedzkim zakładzie GM zatrudnienie znalazło ponad 1000 pracowników. Montownie opuszczały samochody budowane na licencji GM, takie jak Cadillac, LaSalle, Pontiac, Buick, Opel, Chevrolet, czy Oldsmobile. W latach 30. XX w. samochody koncernu GM były najchętniej wybieranymi przez szwedzkich konsumentów. Stąd też okazałe salony i wyrafinowane prezentacje. To się po prostu opłacało!







Montownia GM Nordiska AB słynęła z doskonałej jakości montowanych tam samochodów. W 1931 roku z różnych montowni GM na całym świecie wylosowano kilka samochodów, które następnie opieczętowano i wysłano do USA. W siedzibie koncernu poddano je testom jakości i okazało się, że ten sprawdzian wygrał właśnie samochód zmontowany w Szwecji. Montowanie zamknięto w 1979 roku. Działalność ograniczającą się do importu gotowych samochodów przeniesiono do Jordbro.

Samochodów dla ludu się nie kolekcjonuje
W świecie samochodów klasycznych, które z założenia powstały dla mas jest jeden problem – służyły dzień po dniu przez dekady i bardzo często niewiele z nich zostało. Albo po prostu uległy powolnemu rozkładowi, gdzieś w zaciszu domowego ogródka, albo zostały zajeżdżone na śmierć i skończyły na złomie, a jeszcze w innych przypadkach były naprawiane wszelkimi dostępnymi częściami, które były pod ręką i po prostu niewiele zostało z ich oryginalnego stanu. Paradoksalnie dużo łatwiej znaleźć auto rzadkie w dobrym albo chociaż kompletnym stanie niż auto popularne w stanie jakkolwiek poprawnym. Wynika to z prostego faktu, do jakiej grupy klientów było owo auto skierowane, a co za tym idzie, kto ile miał pieniędzy na jego utrzymanie.

Opowiedz nam swoją historię
Bardzo chcieliśmy się dowiedzieć, co działo się z naszym egzemplarzem Opla od samego początku, czyli od 1939 roku. To dużo czasu, a biorąc pod uwagę, że niekiedy ciężko ustalić historię dwuletniego BMW zza zachodniej granicy, to uznaliśmy, że może być to zadanie co najmniej trudne. Dzięki pomocy wielu życzliwych ludzi, takich jak choćby badacz historii GM w Szwecji – Ingemar Lund, udało nam się odtworzyć kompletną (niewiarygodne!) historię życia naszej Olympii. To trochę tak jakbyście spotkali na ulicy blisko 90-letniego staruszka, który nie tylko wie jak ma na imię i w którym roku się urodził, ale także potrafi opowiedzieć z najdrobniejszymi szczegółami historię swojego życia.

Zacznijmy od początku
Nasz Opel Olympia De Luxe Coach 1939 został złożony w szwedzkiej montowni General Motors Nordiska Ab. Olympia była gotowa w styczniu 1939 roku. W kwietniu tego samego roku urzędnik zatrudniony w GM Nordiska – Walter Elliot, przeprowadził inspekcję wozu, która umożliwiała jego pierwszą rejestrację. Oryginał tego dokumentu jest dziś w naszych rękach. Dopiero po takiej inspekcji auto mogło trafić do sprzedaży. Pierwszym właścicielem Opla był Frans Hilding Nyman – brygadzista w Skånska Cement Ab.

Poznajmy pierwszego właściciela
Frans Hilding Nyman (1886 – 1963) nabył auto jako nowe w lokalnym przedstawicielstwie GM w Visby w maju 1939 roku. Sprzedawcą był niejaki pan Sundström, który pisemnie potwierdził, że auto w czasie od stycznia do maja 1939 roku, czyli od inspekcji do faktycznej sprzedaży, nie uległo żadnym modyfikacjom. Auto otrzymało wtedy swój pierwszy numer rejestracyjny I2495 i służyło właścicielowi na pięknej Gotlandii. Opel właściwie całe swoje życie spędził na tej wyspie. Do 1940 roku Hilding pracował w cementowni Visby Cementfabrik w Visby.

W marcu 1941 roku Hilding z żoną Hildur przeprowadził się do małego miasteczka Köping leżącego nad jeziorem Mälaren, które jest trzecim co do wielkości jeziorem w Szwecji. Tam podjął pracę jako brygadzista w Skånska Cement. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej właściciel zarejestrował Opla w nowym miejscu zamieszkania, czyli w regionie Västmanlands. Zabieg ten był związany z pewnymi ograniczeniami wprowadzonymi w Szwecji w czasie II wojny światowej, choćby w dostępie do benzyny. Tym sposobem w 1946 roku samochód dostał nowy numer rejestracyjny U7812 odpowiadający regionowi, do którego przeprowadził się pierwszy właściciel z Gotlandii. W 1951 roku Hilding odszedł na emeryturę i powrócił w rodzinne strony. W 1952 roku auto po raz kolejny zmieniło numer rejestracyjny, tym razem na I3655. Hilding zmarł w 1963 roku. Po śmierci auto przeszło w ręce jego syna Hansa Nymana.

Tak musiało być!
Skąd to wszystko wiemy? Szczegóły rodzinnej historii opowiedział nam sam wnuk Hildinga! Lennart Nyman, wnuk Hildinga i syn Hansa, ma dziś 83 lata, mieszka w Visby i doskonale pamięta samochód dziadka. Było to jego pierwsze auto, którym podróżował po rodzinnej Gotlandii. Lennart bardzo się wzruszył, gdy udało nam się do niego dotrzeć i oprócz opowieści o samochodzie obdarował nas również archiwalnymi fotografiami z okresu, gdy Opel należał do jego rodziny.

Odkrycie tygodnia!
W 1964 roku nowym właścicielem Olympii został Lars Liljeroth, który zapłacił wtedy za auto 450 koron szwedzkich. Z uwagi na to, że samochód pozostał na Gotlandii, to numer rejestracyjny auta się nie zmienił. Liljeroth prowadził w Visby salon z używanymi samochodami Bilägarna AB. Auto w tym czasie zostało okrzyknięte odkryciem tygodnia i stało na rampie przed salonem jako reklama.

Liljeroth miał szwagra, Henry’ego Fritza, z którym remontował zabytkowego Forda T. Wówczas w Szwecji współwłasność pojazdu była nietypową konstrukcją prawną, dlatego też panowie doszli do porozumienia, że w ramach rozliczenia się Henry otrzyma od niego Opla, a Lars zachowa Forda. Tak też się stało. Henry bardzo sporadycznie używał Olympii. W 1968 roku samochód stanął na dobre w szopie i został wyrejestrowany. W 1973 roku, a więc w czasie gdy auta w Szwecji otrzymywały nowy typ rejestracji, kolejnym właścicielem został Kenneth Fritz – syn Henry’ego, który dostał auto w prezencie od swojego ojca.

Wtedy też na słupku auta pojawiła się tabliczka z imieniem i nazwiskiem nowego właściciela oraz jego miejscem zamieszkania. Owe tabliczki to rzecz charakterystyczna dla starszych samochodów pochodzących ze Szwecji, ale nikt z kim rozmawiałem na ten temat, nie potrafił mi wytłumaczyć, dlaczego ktoś je montował. Najczęściej słyszałem odpowiedź – mój ojciec taką miał w swoim wozie, więc i ja sobie taką zrobiłem.

Później wraz z Kennethem auto trafiło do miejscowości Lärbro, około 40km od Visby. Tam otrzymało swój kolejny numer rejestracyjny, już w nowym typie, czyli EUP 930. Kenneth dbał o samochód, wymienił w nim sporo części, a nawet zabezpieczył podwozie farbą antykorozyjną. Później auto na kolejne 30 lat trafiło do małego muzeum, a Kenneth poświęcił się swoim motocyklom. Gdy po tak długim czasie chciał wrócić do Opla, okazało się, że nie jeżdżenie autem, jest gorsze od jeżdżenia i postanowił je sprzedać.

Sentymenty
W 2015 roku Opla kupił Hans Ragnarsson z Linköping. Hans kupił Olympię z sentymentu. Gdy był małym chłopcem, jego ojciec jeździł dokładnie takim samym samochodem i wspominania o rodzinnych wycieczkach były na tyle żywe, że pragnął do nich powrócić.

Hans nie mógł odnaleźć samochodu ojca, więc postanowił kupić takie samo auto i tak trafił do Kennetha. Przez niespełna dziesięć lat Hans związał się z tym samochodem do tego stopnia, że przed sprzedażą odwiedził nawet swoją siostrę, aby ta też mogła pożegnać się z samochodem, który przypominał im o dziecięcej beztrosce. Przez blisko dekadę w jego rękach Olympia miała fantastyczne życie – regularnie jeździła na mniejsze i większe wycieczki, brała udział w wielu zlotach, kilka młodych par zawiozła na szkolne bale, a nawet wystąpiła w filmie kręconym w Goteborgu!







Nowy rozdział
Nie mniejsze emocje towarzyszyły naszemu spotkaniu z Hansem, chociaż to wcale nie my jako pierwsi obejrzeliśmy auto przez zakupem. Cudownym zrządzeniem losu okazało się, że mój nauczyciel z czasów liceum jakiś czas temu wyprowadził się z Polski do Szwecji i na stałe zamieszkał kilkadziesiąt kilometrów od Linköping – z całego świata trafił akurat tam. Mimo, że szkołę średnią ukończyłem lata temu, to my wciąż utrzymywaliśmy dobry kontakt, więc Aleksander bardzo szybko włączył się w naszą misję i pojechał na wstępne oględziny Olympii. Takie rzeczy nie dzieją się przez przypadek! Gdy finalnie odbieraliśmy auto Hans nie krył wzruszenia, nawet uronił łezkę na pożegnanie wyrażając nadzieję, że będziemy dobrze dbali o jego oczko w głowie. Wraz z autem przekazał nam bezcenne artefakty, takie jak oryginalną książkę serwisową, którą otrzymał pierwszy właściciel, a nawet pierwszy dokument rejestracyjny z 1939 roku wydany jeszcze w siedzibie GM Nordiska Ab w Sztokholmie i podpisany przez wspomnianego już Waltera Elliota.




Przez te wszystkie lata Opla udało się zachować w niemalże w pełni oryginalnym stanie. Oprócz niewielkich poprawek lakierniczych oraz bieżących napraw mechanicznych, które miały miejsce na przestrzeni blisko dziewięciu dekad i przejechanych 65 000 km, samochód wciąż wygląda tak samo jak w dniu, gdy opuścił montownię w Sztokholmie. A teraz… cytując naszego Przyjaciela Mariana Stocha – trzeba się ścigać, a nie zbierać, a więc to już najwyższy czas, aby Olympia napisała kolejny rozdział historii i stała się głównym bohaterem wyprawy Monte Carlo Tribute 1939.
