Ścigaj się, a nie zbieraj

Ścigaj się, a nie zbieraj

Niniejszy tekst dedykowany jest pamięci Jana Potockiego.

Niedziela wieczór. Leniwe przygotowania na trudy zbliżającego się tygodnia przerywa dźwięk telefonu. Dzwoni do mnie pan Marian Stoch – panie Rafale, mam dobrą wiadomość… zostałem zaproszony do Goodwood!  W głosie po drugiej stronie telefonu poczułem czystą ekscytację, w której wybrzmiewała perspektywa spełniającego się marzenia. Taka wiadomość zwiastuje tylko jedno – początek fascynującej przygody…i że czas pakować walizkę!

Zanim poznałem Pana Mariana w 2022 roku, nie sądziłem, że rywalizacja przedwojennych samochodów skradnie moje serce. Wszystko zmieniło się po pierwszej wizycie na Le Mans Classic w 2022 roku, gdzie wraz z ekipą Śniadania & Gabloty byliśmy świadkami startu pana Mariana w Chryslerze 75 z 1929 roku. Możliwość zobaczenia na żywo prawie stuletnich wyścigowych maszyn, jeżdżących pełnym ogniem po legendarnym torze de la Sarthe przyprawiała o ciarki na plecach i zrobiła na nas takie wrażenie, że zaczęliśmy podążać za panem Marianem, odwiedzając ponownie Le Mans Classic w 2023 (relację znajdziecie tutaj) i byliśmy bardzo podekscytowani jego startami, które planował w 2024 roku wraz ze swoimi przyjaciółmi – Janem Potockim, Bartoszem Balickim i Marcinem Gajdą.

Spotkanie Dżentelmenów

Inauguracją, a zarazem głównym celem sezonu 2024 było dla pana Mariana spełnienie marzenia o starcie w Goodwood Members’ Meeting. Jest to jedna z trzech dużych imprez motoryzacyjnych obok Goodwood Revival i Festival of Speed organizowanych przez Goodwood Road and Racing w Chichester w Wielkiej Brytanii. Pierwsze spotkanie z cyklu Goodwood Members’ Meeting odbyło się w 1948 roku z okazji otwarcia toru Goodwood i było ono dedykowane członkom British Automobile Racing Club. Tradycję przerwano 2 lipca 1966 roku po 71 spotkaniach. Goodwood Members’ Meeting powróciło dopiero w 2014 roku za sprawą Goodwood Road and Racing Club.

Swoją atmosferą i formułą wydarzenie przypomina spotkanie dżentelmenów i dobrych znajomych, którzy raz w roku zjeżdżają się na tor Goodwood, aby wspólnie cieszyć się klasyczną motoryzacją na najwyższym poziomie. Głównym elementem imprezy są wyścigi podzielone na różne kategorie, a stawka samochodów jest bardzo zróżnicowana, od samochodów przedwojennych, przez legendarne bolidy Formuły 1, po wyścigówki z lat 60. i 70. Brytyjczycy są bardzo przywiązani do swojego wyścigowego dziedzictwa, stąd wśród startujących znajdziemy bogatą reprezentację Jaguarów, Astonów Martinów, czy choćby niepozornych Mini, próbujących swoich sił w starciu z potężnymi Fordami Capri, czy amerykańskimi muscle carami. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to fakt jak blisko samochody przejeżdżają tutaj obok publiczności. Nie ma tu wszechobecnych krat oddzielających tor od trybun i ograniczających widoczność, a cała rywalizacja odbywa się dosłownie na wyciągnięcie ręki! I ucha! Byłem już na kilku dużych imprezach wyścigowych, ale muszę przyznać, że mimo to ciężko przyzwyczaić ludzki narząd słuchu do sytuacji, w której Ford GT40, albo bolidy Can Am, przedzierają się przez szykanę w przeraźliwym hałasie porównywalnym jedynie z hukiem wydawanym przez 48-funtową armatę z galeonu Adler von Lübeck.

Wydarzenie jest zamknięte i przeznczone wyłącznie dla członków klubu GRRC oraz zaproszonych gości, którzy tworzą bardzo zżytą społeczność. Dużo uroku ma w sobie widok uczestników z dumą noszących dedykowane klubowe znaczki wpięte w klapy marynarek, czy klasycznych wyścigowych kombinezonów. Występ na torze w takich okolicznościach, przed dziesięciotysięczną publicznością to nie lada wyróżnienie. Właśnie wtedy, gdy na własnej skórze doświadczyłem tej atmosfery, w pełni pojąłem źródło czystej radości w głosie Pana Mariana, gdy do mnie zadzwonił tamtego dnia i oznajmił, że otworzyła się przed nim szansa występu na Goodwood Members’ Meeting i spełenienie swojego marzenia. Pikanterii dodawał fakt, że miał to być wyjątkowy wyścig za kierownicą wyjątkowego samochodu…

Aston Martin International

Cała historia tego niezwykłego sezonu rozpoczęła się w 2023 roku od zakupu przez pana Mariana Astona Martina International z 1930 roku. Jest to egzemplarz z wyjątkową historią, którego pierwszym właścicielem był jeden z głównych udziałowców i członek zarządu marki Aston Martin – Lance Prideaux-Brune. Lance był jednocześnie kierowcą rajdowym, dlatego samochód jeszcze przed wojną zaliczył kilka startów w oficjalnych zawodach. W 1932 roku wziął udział w inauguracyjnym Rajdzie Wielkiej Brytanii, wtedy pod nazwą RAC Rally. W tym samym roku Lance ścigał się nim również w Rajdzie Szkocji, a w 1933 roku ponownie wystąpił w RAC Rally. W 1942 samochód został wyróżniony w magazynie Motor Sport. Wyścigowe korzenie i duch rywalizacji tkwiły w pojeździe przez kolejne dekady w rękach różnych właścicieli. Teraz, po ponad 90 latach od debiutu w RAC Rally, dzięki przygotowaniu przez warsztat Ecurie Bertelli samochód był gotowy, aby powrócić do rywalizacji. Tym razem z panem Marianem za kierownicą!

Pierwszą okazją do sprawdzenia samochodu były oficjalne testy przed Goodwood Members’ Meeting. Dwa tygodnie przed imprezą, dla zawodników startujących został zorganizowany całodniowy trening na torze Goodwood. Pan Marian wykorzystał tą okazję w pełni zabierając ze sobą Jana Potockiego, Bartka Balickiego i Marcina Gajdę, aby wszyscy mieli możliwość jazdy na torze Astonem i odpowiednio przetestowali samochód przed właściwą rywalizacją. Testy przebiegły bezproblemowo, nadszedł więc czas na danie główne.

W 81. Members’ Meeting panu Marianowi przypadła walka w kategorii Grover-Williams Trophy, które podczas tej edycji było symbolicznym uczczeniem 100. urodzin Bugatti T35. William Grover-Williams (1903–1945) był zasłużonym brytyjskim kierowcą wyścigowym, który zwyciężył m.in. w inauguracyjnym Grand Prix Monaco w 1929 roku, a w czasie II wojny światowej był agentem SOE (Special Operations Executive). Stawkę rywalizacji w Grover-Williams Trophy tworzyły 24 maszyny, w tym aż 18 Bugatti! Wyjątki stanowiły – Talbot AO90, Alfa Romeo RLTF, Frazer Nash Boulogne, Delage 15 S 8 i dwa Astony Martiny ze stajni Ecurie Bertelli, którą reprezentował pan Marian oraz Jonathan Lupton w Astonie Martinie LM4. Z tego, co udało nam się ustalić, Marian Stoch był pierwszym Polakiem w historii, który startował w Goodwood Members’ Meeting.

Mimo potężnej konkurencji w postaci dużo mocniejszych Bugatti rozwijających od 120 do 180 koni mechanicznych, czy 160-konnej Alfy, pan Marian zaprezentował świetne i równe tempo przez cały 30-minutowy wyścig. Wykorzystywał pełnię mocy 1,5-litrowego 85-konnego silnika w Astonie, nie odpuszczając rywalom w zakrętach, dzięki czemu wyprzedził kilku z nich i z sukcesem utrzymywał nad nimi przewagę. Stale poprawiał swoje czasy okrążeń, bijąc swój rekord z kwalifikacji o ponad 5 sekund! Podczas jednego szybkiego pokonywania szykany przed prostą startową na tyle zbliżył się do krawędzi toru, że nagrywającemu go i dopingującemu panu Potockiemu z emocji aż wypadła z rąk kamera! Takie wyścigowe tempo pozwoliło panu Marianowi zająć bardzo dobre 15. miejsce na 24 startujących, a na mecie paść z uśmiechem w ramiona Jana Potockiego i pozostałych członków zespołu Ecurie Bertelli. Grover-Williams Trophy zwyciężył ostatecznie Julian Majzub w Bugatti Type 35B, pieczętując święto Bugatti tego dnia. 

Marian Stoch tak skomentował swój występ:

– To była fantastyczna impreza! Tor jest szybki, ale techniczny. Samochód spisywał się bardzo dobrze, świetnie się prowadzi i trzyma nawierzchni. Uważam, że w swojej klasie pojemnościowej jest bardzo dobry. On nie miał dużych szans w porównaniu z plejadą Bugatti, ale myślę, że to 15. miejsce wcale nie jest złe, tym bardziej, że toru w ogóle nie znałem i samochodem przejechałem wcześniej tylko parędziesiąt kilometrów.
Generalnie powiem tak – w moim wieku z moimi umiejętnościami i z tym samochodem ja jestem bardzo zadowolony w ogóle ze startu w takiej imprezie. Jest to na pewno obok Monako jedna z najbardziej prestiżowych na świecie imprez, jeżeli chodzi o samochody klasyczne, gdzie można dostać się tylko z zaproszeniem. Spotkałem wiele znakomitych legend motorsportu, jak choćby Gerharda Bergera, który jeździł swoim Ferrari 640. Na pewno start w ekipie Ecurie Bertelii, którą znam i z którą współpracuję ponad 20 lat, był dla mnie wielkim zaszczytem. Aston Martin, którym startowałem został kupiony z rąk tej firmy i na pewno Robert Blakemore mocno przyczynił się do tego, że znalazłem się na liście startowej 81. Members’ Meeting w takim towarzystwie. Spełniło się moje marzenie o Goodwood!

Donington Park

Występ w Goodwood, choć bardzo znaczący, był dopiero początkiem sezonu. Zaledwie po paru tygodniach Marian Stoch wraz z Janem Potockim pojawili się w Astonie na torze Donington w Wielkiej Brytanii, by wziąć udział w Donington Historic Festival. Była to zdecydowanie bardziej kameralna impreza niż Members’ Meeting, nastawiona przede wszystkim na czyste sportowe emocje. W wyścigu Mad Jack dla przedwojennych samochodów, obok polskiego Astona startowało jeszcze 7 innych modeli tej brytyjskiej marki, a wraz z nimi liczne Talboty, Bentley’e, Frazer Nash’e. Niestety, mimo dobrej jazdy tego dnia, naszą załogę dopadł pech w końcówce. Na ostatnim okrążeniu jeden z samochodów podczas manewru wyprzedzania zajechał panu Potockiemu drogę, powodując wypadnięcie z toru, przez co nie udało się ukończyć wyścigu. Nie przesłoniło to jednak satysfakcji z kolejnego pamiętnego występu.

To świetny tor, bardzo szybki. Ja już jestem starszy pan, mam swoje tempo, a tu bardzo często ścigamy się przeciwko profesjonalistom lub doświadczonym amatorom, którzy byli tu wiele razy. Ja jestem rzucony na głęboką wodę i czasem trochę tonę, ale zabawa i przyjemność jest niesamowita! Nad torem krążyły Spitfire’y, żeby dodać atmosfery, bardzo efektowne to było. To jest dla mnie niezwykłe doświadczenie i honor, że udało mi się w życiu odwiedzić tak wspaniałe tory w Europie. – podsumował Jan Potocki. 

Zaledwie miesiąc później pan Marian powrócił w Astonie Martinie International na tor Donington, aby wziąć udział w imprezie z okazji 90-lecia Vintage Sports Car Club. Wyścig, w którym przyszło mu wystartować był najbardziej wymagającą tego dnia, prawie godzinną rywalizacją w stylu Le Mans. Pośród mocniejszych Alvisów, Frazer-Nashów i Alfa Romeo pan Marian utrzymywał mocne tempo, jadąc po miejsce w pierwszej dziesiątce. Niestety na przedostatnim okrążeniu, na jednym z zakrętów wyjechał zbyt szeroko, zaliczając obrót poza torem, co skutkowało ponad 60 sekundową stratą. Nadal jednak udało mu się ukończyć wyścig na bardzo dobrym 11. miejscu na 18. startujących i tym samym zakończyć intensywną pierwszą część sezonu. 

Ku pamięci Jana Potockiego

Niestety, niedługo po powrocie z Donington nadeszła bardzo smutna wiadomość. Po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Jan Potocki – wieloletni przyjaciel pana Mariana, towarzysz podróży i wyścigów, ogromny miłośnik historycznej motoryzacji, a dla mnie osobiście wspaniały kompan „padokowych” rozmów.

Pan Potocki był wyjątkową postacią w społeczności historycznego ścigania i wielokrotnym reprezentantem Polski w międzynarodowych rajdach i wyścigach. Poznaliśmy się podczas Śniadanie & Gablota Classic w Tomaszowicach, gdzie odwiedził nas swoim przedwojennym Mercedesem. Od samego początku imponował swoją pasją, wiedzą i pogodą ducha. Podczas Le Mans Classic w 2023 roku doświadczyliśmy też niezwykłej gościnności i otwartości pana Jana, który traktował nas jak część zespołu, za co byliśmy ogromnie wdzięczni. Na zawsze zapamiętam jego uśmiech, radość i pasję, oraz liczne historie, którymi chętnie dzielił się z nami. Na zawsze pozostanie z nami też obraz pana Jana z rękami uniesionymi w geście tryumfu, gdy po ukończonych zawodach pozował do zdjęć lub w chwili, gdy w Goodwood pan Marian przekraczał linię mety. 

Nikt jednak nie znał tak dobrze Jana Potockiego jak Marian Stoch, który tak wspomina swojego przyjaciela:

Pierwszy raz Jania (tak zwracała się do niego rodzina i znajomi) spotkałem na rynku w Krakowie i od tego dnia zacieśniała się nasza znajomość, która przerodziła się w przyjaźń. Janio był 5 dni młodszy ode mnie, a nasze daty urodzenia miały wpływ na podobieństwo naszych charakterów. Spędzaliśmy wspólnie bardzo dużo czasu, nie tylko na rajdach i wyścigach, ale też prywatnie. Po paru kieliszkach wina zwracał się do mnie: „Braciszku”. Znaliśmy nasze wzajemne tajemnice życia. Poznałem jego rodzinę w Krakowie i we Francji. Był moim wspaniałym przyjacielem i kompanem do tańca i różańca. Janio, każdego dnia jestem z Tobą!

Dolomity, Silverstone i 1000 Miglia

Niestety, już bez Jana Potockiego w składzie, ale ze wsparciem swojego przyjaciela z góry pan Marian kontynuował starty w drugiej części sezonu. Kolejnym przystankiem na jego trasie był lipcowy rajd Coppa d’Oro delle Dolomiti. Tym razem Pan Marian wystartował z zespołem Classic-Group Chryslerem 75 z 1929 roku, którego opisywaliśmy w zeszłym roku, a jego partnerem był Bartosz Balicki. Trasa rajdu licząca około 550 kilometrów biegła po malowniczych i wymagających drogach Dolomitów, często wznosząc się powyżej wysokości 2000 m n.p.m. Przez 3 dni rywalizacji Marian Stoch i Bartosz Balicki zmagali się z problemami technicznymi samochodu, co powodowało duże spóźnienia na punktach kontrolnych i brak szans na dobry wynik. Natomiast Chrysler w konkursie na samochód rajdu zdobył 2. miejsce, tuż za Ferrari 166 MM z 1950 roku, pośród prawie 60 samochodów biorących udział! Dodatkowym wyróżnieniem był fakt, że organizatorzy umieścili Chryslera na plakacie zapowiadającym tegoroczną edycję. Bardzo dobrze zaprezentowały się też pozostałe polskie załogi, którymi również opiekowało się Classic-Group: w Jaguarze XK120 – Piotr Nowakowski, przyjaciel Jana Potockiego, z synem, w MG A – Rafał Grzyk z synem i w Mercedesie 190 SL – Paweł Kośmiński i Marlena Tatarczuk-Kośmińska. Ekipa Jaguara XK120 była najwyżej sklasyfikowaną spośród polskich załóg w klasyfikacji generalnej, a sam Jaguar zajął dodatkowo 3. miejsce w konkursie na samochód rajdu.

Końcem sierpnia 2024 roku, duet Marian Stoch i Bartosz Balicki ponownie udał się do Wielkiej Brytanii, żeby zasiąść za sterami zielonego Astona Martina International, tym razem na legendarnym torze Silverstone. W przeszłości, razem z Janem Potockim startowali już tu kilkukrotnie – dwukrotnie Astonem Martinem 15/98, i dwukrotnie innym, bordowym egzemplarzem Astona Martina International (więcej o tych dwóch Astonach przeczytacie w naszym wywiadzie z panem Marianem). Okazją do kolejnej wizyty był odbywający się co roku Silverstone Festival, który gromadzi najlepsze samochody wyścigowe XX w., wraz z wielotysięczną publicznością. Motywem przewodnim tej edycji było uczczenie pamięci Ayrtona Senny, dzięki czemu można było zobaczyć w akcji wiele samochodów, w których startował on w swojej karierze w F1. Jedną z głównych atrakcji wydarzenia był wyścig Master Racing Legends, w którym brały udział legendarne bolidy Formuły 1 z lat 1966-1985. Marian Stoch i Bartosz Balicki startowali w wyścigu BRDC 500 dla przedwojennych samochodów. Niestety, tego dnia samochód nie spisywał się dobrze i nie miał szans na walkę w dobrze znanej z poprzednich brytyjskich imprez, choć jeszcze bogatszej stawce pełnej Frazer Nash’y, Talbotów, Bentleyów i Astonów Martinów. Polska załoga zajęła 31. miejsce, a zwyciężyli Patrick Blakeney-Edwards i Chris Ward we Frazer Nash’u Super Sports z 1927 roku. 

Zwieńczeniem i wisienką na torcie tego sezonu był udział w 1000 Miglia w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pan Marian jako jedyny kierowca na świecie miał już na koncie starty w 4 różnych imprezach z tej serii na 4 kontynentach (Włochy, USA, Japonia i Argentyna), dlatego start w Emiratach miał dla niego szczególne znaczenie. Razem z Bartoszem Balickim, który towarzyszył mu również w dwóch poprzednich 1000 Miglia, jako jedna z 3 polskich załóg stawili się na starcie Chryslerem 75 przygotowanym przez Classic-Group, gotowi na trudy długiej trasy. Najstarszy samochód w stawce przez cały rajd spisywał się bez zarzutu, a zespół cierpliwie znosił liczne wpadki organizatorów z wyznaczaniem trasy, przez które często nie mieli nawet czasu zjeść posiłku podczas przerw. Na szczęście nie zakłóciło to tempa Mariana i Bartka, którzy osiągnęli niesamowity sukces, zajmując 6. miejsce w klasyfikacji generalnej, a 2. miejsce w swojej kategorii. Miejsce na podium dla polskiej załogi w tak wymagającej i prestiżowej imprezie było znakomitym i wymarzonym zakończeniem tego długiego i trudnego sezonu. Warto wspomnieć, że świetny wynik uzyskali również Mariusz Juszczyk i Artur Mościcki w BMW 3.0 CS, którzy zajęli 3. miejsce w swojej klasie. Niestety, mimo dobrej jazdy awaria wykluczyła w środku rywalizacji drugą ekipę z ramienia Classic-Group – Rafała i Błażeja Grzyk.

Po krótkim odpoczynku pan Marian już planuje kolejne, nie mniej emocjonujące starty w 2025 roku. Do części z nich posłuży mu nowy, tym razem trochę nowszy nabytek z równie wyjątkową historią – Mercedes 500 SL z 1990 roku, którego pierwszym właścicielem był legendarny Sir Stiriling Moss i który towarzyszył Valterriemu Bottasowi w jego pożegnaniu z zespołem Mercedesa w F1. Nie możemy się doczekać następnego rozdziału tej historii!

Wyścig do wieczności

Będąc świadkiem całej tej drogi, jestem pod wielkim wrażeniem i trochę zazdroszczę tego, ile energii i pasji mają w sobie ludzie tacy jak Marian Stoch, czy ś.p. Jan Potocki i ich przyjaciele z legendarnych torów i rajdowych tras, co roku wyznaczający sobie kolejne, jeszcze trudniejsze wyzwania i marzenia, wspaniale się przy tym bawiąc, a jednocześnie nieustępliwie prąc do ich realizacji.

Jeżdżąc i ścigając się historycznymi autami, dajemy im drugie życie i piszemy kolejne piękne historie, zapewniając sobie i swoim pojazdom nieśmiertelność. Niezależnie czy samochód ma 100 lat i wielkie sukcesy na koncie, czy 20 lat i czystą kartę, to od nas zależy, co będzie dalej. Naszymi działaniami dajemy tym maszynom dusze, tworzymy ich historię i zapisujemy w nich sylwetki osób, wydarzenia i wspomnienia, które pozostaną z nami na zawsze, przekazywane kolejnym pokoleniom. Dokładnie tak jak pamięć o naszym przyjacielu Janie Potockim, którego bardzo nam będzie brakowało.

zdjęcia: Śniadanie & Gablota, archiwum Mariana Stocha
źródła: archiwum Mariana Stocha, Pojazdy Zabytkowe PZM, Classic-Group