Oplem na Olimp, czyli wielka grecka wyprawa!

Oplem na Olimp, czyli wielka grecka wyprawa!

Opel Olympia był jednym z najlepiej sprzedających się małych samochodów w Europie. Kluczem do sukcesu okazała się jego cena, niezawodność i solidność, jednak nie mniejszą rolę odegrał świetny marketing.

Makieta stadionu olimpijskiego autorstwa Wernera Marcha (źródło: NAC)

Olympia od Olimpu

Były takie czasy, gdy Opel realizował ambitne i ciekawe pomysły na promocję swoich samochodów. Opisaliśmy już związki Opla z Zeppelinem, czego efektem był wspólny lot nad Atlantykiem, a nawet nowe logo producenta z Rüsselsheim. Tym razem nieco bardziej pochylimy się nad samą nazwą modelu Olympia. Mały Opel swoją nazwę zawdzięcza XI Letnim Igrzyskom Olimpijskim, które odbyły się w Berlinie w 1936 roku. Między innymi z okazji IO na atrapę chłodnicy Olympii trafiła piękna prostokątna plakieta z wizerunkiem dyskobola wzorowana na rzeźbie z V wieku p. n. e. autorstwa greckiego rzeźbiarza Myrona.

Plakiety z wizerunkiem dyskobola montowane na przedniej atrapie chłoodnicy Opla Olympii (źródło: Opel Classic)

Z okazji Igrzysk Olimpijskich w Berlinie wymyślono nawet Międzynarodowy Zjazd Gwiaździsty do Berlina z metą na torze Avus – Rallye Automobile Olympia 1936. Analogii dotyczących Igrzysk Olimpijskich było znacznie więcej. Na przykład kupując Opla Olympię w Finlandii w 1939 roku, za każdą sprzedaną sztukę General Motors przekazywało pieniądze na rzecz Fińskiego Komitetu Olimpijskiego. Przyjrzyjmy się jednak bliżej Letnim Igrzyskom Olimpijskim, które odbyły się w Berlinie w 1936 roku.

Stadion olimpijski w Berlinie tuż przed oddaniem do użytku (źródło: NAC)

Wymyślona mitologia

20 lipca 1936 r. Konstantinos Kondylis odpalił pierwszą pochodnię sztafety olimpijskiej od symbolicznego znicza otoczonego przez piękne boginki odziane w białe tuniki. Grek stał się tym samym pierwszą osobą w historii, która otworzyła znaną do dziś sztafetę z ogniem olimpijskim. Piękna poruszająca scena! Jednak gdy przyjrzymy się szczegółom, to okaże się, że owe boginki były niemieckimi tancerkami z greckimi korzeniami, a pomysł całej sztafety, to sztuczny twór wymyślony na potrzeby IO w Berlinie i nie ma właściwie nic wspólnego ze starożytną kulturą.

Koncepcję sztafety z ogniem olimpijskim wymyślił Carl Diem – sekretarz generalny niemieckiego komitetu organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich. Taką informację znajdziemy na oficjalnej stronie organizacji. Jednak to nie sam Diem wymyślił ową sztafetę, a Alfred Wilhelm Schiff – żyd urodzony w Berlinie, członek niemieckiego komitetu olimpijskiego, archeologii, historyk i badacz starożytnego sportu. Schiff swoimi badaniami niejako dał legitymację sztafecie z ogniem olimpijskim. W 1933 roku w wyniku narastających w Niemczech antysemickich nastrojów Schiff został odsunięty od pełnienia oficjalnych funkcji. Mimo to Diem trzymał go blisko siebie z uwagi na jego ogromną wiedzę, która była mu niezbędna do przeplatania wątków starożytnych z budowaniem propagandowej narracji o wielkości narodu niemieckiego.

Jeden z etapów sztafety. Grecy ubrani w tradycyjne stroje przekazują sobie olimpijski ogień (źródło; NAC)

Owszem, w czasach starożytnych odbywał się bieg z pochodniami. Był też ogień rozpalany na czas trwania igrzysk olimpijskich. Jednak to dopiero na potrzeby Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku powstał mit o słynnej sztafecie. Pierwszą olimpijską pochodnię zaprojektował niemiecki rzeźbiarz Walter E. Lemcke. Ten sam, który stworzył szereg rzeźb przedstawiających orła trzymającego swastykę w szponach. Jedna z nich znajdowała się na przykład nad wejściem do Ministerstwa Lotnictwa III Rzeszy, czy też na dachu lotniska Berlin Tempelhof. Do dziś jego rzeźby są wystawiane w muzeach i parkach na terenie całych Niemiec.

Produkcją pochodni zajął się niemiecki koncern metalurgiczny Friedrich Krupp AG, który na potrzeby pierwszej sztafety przygotował 3840 pochodni. Pochodnie były tak skonstruowane, żeby mogły się palić nawet w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Ten sam koncern w czasie II wojny światowej stał się jednym z największych dostawców broni dla armii niemieckiej. Dziś przedsiębiorstwo działające jako konglomerat ThyssenKrupp AG jest jednym z największych światowych producentów stali i piątym co do wielkości przedsiębiorstwem na rynku niemieckim.

Plakat obrazujący trasę sztafety z ogniem olimpijskim.

Zanim jednak pochodnia z ogniem olimpijskim wyruszyła w podróż z Grecji do Berlina, została odpalona od zwierciadła optycznego symbolizującego olimpijski znicz. Owo zwierciadło wyprodukowała natomiast firma Carl Zeiss AG. Producent ten dostarczał później przyrządy celownicze, a dziś produkuje różnorodny sprzęt optyczny. Każdy z 3331 biegaczy pokonał ok. 1 km, na co miał mniej więcej 5 minut i wykorzystał jedną pochodnię. Całkowity dystans 3187 kilometrów zajął sportowcom dwanaście dni. Ostatnim biegaczem, który niesioną przez siebie pochodnią odpalił znicz olimpijski na stadionie w Berlinie, był Fritz Schilgen. Dlaczego tyle miejsca poświęcamy sztafecie z ogniem olimpijskim, jeśli mieliśmy rozmawiać o Oplu?

Fritz Schilgen wbiega na stadion (źródło: NAC)

Oplami z Grecji do Berlina

Otóż wraz z pierwszą sztafetą z ogniem olimpijskim do Grecji wysłano również pierwsze egzemplarze Opla Olympii. Z podróży samochodem na mityczny Olimp powstała nawet książka pt. Griechenland im Auto erlebt. Jej autorem był Carl T. Wiskott, a więc ówczesny szef działu marketingu Opla, odpowiedzialny zarówno za pomysł greckiej eskapady, jak i lotu Oplem nad Atlantykiem. 80 zdjęć do książki wykonał znakomity duet fotografów współpracujący między innymi z Leicą, Oplem i Auto Union – Paul Wolff & Alfred Tritschler. Jednym z kierowców zaangażowanych w wyprawę do Grecji był Robert Bobby Kohlrausch, ten sam kierowca wyścigowy, który był leaderem zespołu Olympii w wyścigu Internationale Deutsche Alpenfahrt w 1938 roku.

Jak przeczytamy we wstępie, w greckiej wyprawie wzięły udział trzy Ople – Olympia, Super 6 i P4 w wersji towarowej (Lieferwagen). Po zdjęciach można jednak domniemywać, że udział w przedsięwzięciu wzięła jeszcze jedna Olympia. Wyprawa trwała trzy tygodnie i oprócz podróży po Grecji w celu badania starożytnej greckiej kultury, miała dotrzeć na Olimp, a później towarzyszyć sztafecie z ogniem olimpijskim aż do samego Berlina. Opel konsekwentnie i po mistrzowsku wykorzystywał cały potencjał, jaki dawała mu Olympia.

Fragment książki Griechenland im Auto erlebt (fot. Tejsted)

Załadowany po brzegi towarowy Opel P4 wiózł 500 kg sprzętu filmowego. Wszystko dlatego, że udział w wyprawie wzięła również Leni Riefenstahl, która właśnie wtedy nakręciła swój słynny blisko 2-godzinny film Olimpiada. Leni była uznawana za awangardowego i niezwykle utalentowanego twórcę. Jej produkcje znajdywały powszechne uznanie szczególnie z uwagi bardzo wysoki poziom techniczny. Leni była również ślepo zapatrzona w kult III Rzeszy i samego Adolfa Hitlera, z którym podobno miała mieć nawet romans. Za nazistowskie pieniądze wręcz na zawołanie tworzyła kolejne propagandowe filmy, jak choćby Triumf woli (niem. Triumph des Willens), a we wrześniu 1939 roku została wysłana do Polski, aby uwiecznić paradę wojsk niemieckich w Warszawie i udokumentować triumf fürhera w Polsce.

Nasz Opel Olympia pod stadionem olimpijskim w Berlinie, podczas wyprawy Monte Carlo Tribute 1939 – 2026 (fot. Rafał Pilch)

Polacy na IO 1936

Podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie Polskę reprezentowało 125 sportowców w 14 dyscyplinach. Nasz dorobek medalowy to w sumie sześć krążków. Trzy srebrne medale wywalczyli – Stanisława Walasiewicz w biegu na 100m, Jadwiga Wajs w rzucie dyskiem oraz drużynowo w jeździectwie Zdzisław Kawecki, Henryk Leliwa-Roycewicz, Seweryn Kulesza. Jadwiga Wajsówna była prywatnie związana z łódzkim automobilistą startującym w licznych rajdach i wyścigach Franciszkiem Grętkiewiczem. Brązowe medale z IO przywieźli – Maria Kwaśniewska w rzucie oszczepem, Władysław Karaś w strzelectwie oraz Jerzy Ustupski i Roger Verey w wioślarstwie. 23-letnia przepiękna Kwaśniewska została okrzyknięta nieoficjalną Miss Olimpiady.

Widok na stadion olimpijski w Berlinie. Zdjęcie wykonane z pokładu Zeppelina LZ129 Hindenburg w dniu otwarcia Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku (źródło: NAC)

Piękna jak Kwaśniewska

Maria Kwaśniewska zdrowo namieszała na IO w Berlinie i to nie tylko ze sportowego punktu widzenia. Pierwsze i drugie miejsce obok Kwaśniewskiej zajęły dwie Niemki – Tilly Fleischer (złoto) i Luise Kruger (srebrno). Nic więc dziwnego, że podczas ceremonii medalowej całe otoczenie, wraz z podium, uniosło dłoń w geście salutu rzymskiego w stronę loży Adolfa Hitlera. Jedyną, która tego nie zrobiła, była właśnie dumna Maria Kwaśniewska, z czego powstało ikoniczne zdjęcie.

Uroczystość wręczenia medali. Na podium stoją od prawej: Maria Kwaśniewska (brąz), Tilly Fleischer (złoto) i Luise Kruger (srebro) (źródło: NAC)

Choć ten gest z pewnością nieco uwierał führera, to zaprosił sportsmenki do swojej loży, aby osobiście im pogratulować. Tam doszło do kolejnego zgrzytu, który został obrócony w żart. Jak po latach sama Kwaśniewska opowiedziała, w loży Hitler miał powiedzieć do polskiej lekkoatletki – Gratuluję małej Polce. Ta natomiast miała mu błyskawicznie odpowiedzieć – Pan też niezbyt wysoki… Później prasa niemiecka przekształciła słowa Hitlera na Gratuluję małej Polsce. Na miejscu sytuacja została obrócona w żart, a Hitler musiał być pod wrażeniem pięknej Marii, bo sam nalegał na zrobienie wspólnego zdjęcia z Miss Olimpiady. To dzięki tej fotografii, podczas okupacji, Kwaśniewska pomogła wielu ludziom, bo esesmani traktowali je jak nieformalną przepustkę. Szacuje się, że Kwaśniewska uratowała w ten sposób aż 150 osób. Ona sama dołączyła do działań wojennych jako sanitariuszka i kierowca, za co została odznaczona Krzyżem Walecznych

Polskie lekkoatletki po przybyciu do Berlina (źródło: NAC)