Lubię wracać tam, gdzie… jest Mille Miglia!

Lubię wracać tam, gdzie… jest Mille Miglia!

Mimo że w Mille Miglia startują auta produkowane do 1957 r., pozornie szybsze i lepiej wykonane niż te z początków tego wyścigu, to w ostatnich edycjach czołowe miejsca na mecie ciągle zajmują konstrukcje z lat dwudziestych i trzydziestych. I choć to już tylko rajd historyczny, to na własnej skórze przekonaliśmy się, że bez względu na rocznik auta wielu kierowców na trasie niechętnie zdejmuje nogę z gazu.

W tym roku, w 99. rocznicę pierwszej edycji, tak jak w ostatnich 11 latach, na najwyższym stopniu podium stanęła Alfa Romeo 6C 1750. W końcu zmienia się tylko załoga, bo od 2021 roku zwycięzcami byli Włosi: Andrea Vesco i Fabio Salvinelli. Tym razem ich dobrą passę przełamali Argentyńczycy Margarita Tonconogy i Juan Tonconogy. Niech Was nie zwiedzie też turystyczny charakter tej imprezy, mnóstwo uśmiechów, machanie do kibiców, zbijanie piątek przez załogi i ogólny klimat dolce far niente wokół wyścigu.

O tym, że na trasie jest to nieustanna walka z autem, upałem, wąskimi, górskimi drogami i długimi odcinkami, niech świadczy fakt, że po ponad 1900 km na mecie zameldowało się 386 z 459 załóg. Jesteśmy tu po raz trzeci, ale tym razem postanowiliśmy przekonać się, czym naprawdę jest Mille Miglia dla uczestników i podążaliśmy od startu dokładnie ich trasą.

Oczywiście w naszym przypadku dochodzą jeszcze kwestie logistyczne związane z dojazdem, pokonaniem trasy, zadbaniem o noclegi i finalnie zrobieniem przez te kilka dni ponad 12 tysięcy zdjęć. Czyli jeszcze więcej logistyki, planowania miejsc, długości postojów itd. Nie ukrywamy, że było to spore wyzwanie, ale nagrodą za pokonane kilometry są niesamowite wrażenia, jakie daje obcowanie z tymi zabytkowymi maszynami. Na co dzień większość z nich moglibyśmy spotkać tylko w muzeum. A tu, dosłownie na wyciągnięcie ręki, w padoku w Brescii, na placach w Padwie, Modenie czy Sienie stajemy obok i nie możemy uwierzyć w to, co widzimy.

Na trasie ciągle uchylamy okna, żeby posłuchać, jak przelatują obok nas dziesiątki rzadkich, analogowych aut z pierwszej połowy XX wieku. A wszystko w otoczeniu zabytkowych Włoch na każdym kroku, górskich widoków, mnóstwa kibiców z flagami Mille Miglia w każdym mieście i małej wiosce. Kiedy dzielimy się z Wami swoimi wrażeniami, niejednokrotnie ktoś stwierdza: „To brzmi niesamowicie, w przyszłym roku jadę to zobaczyć!”. Jeśli jarają Was cztery kółka, nawet jeśli to nie Wasza epoka w motoryzacji, to każdy z Was powinien to zobaczyć choć raz na własne oczy.

Czy to trudne? Wymaga akredytacji, jak w naszym przypadku? Biletów? Nic z tych rzeczy! Sama wizyta na starcie w Brescii może być Waszym przystankiem wakacyjnym, a przejechanie kilkuset kilometrów razem z wyścigiem świetnym pomysłem na spędzenie czasu we Włoszech. Mety poszczególnych etapów zawsze są usytuowane w pięknych miejscach, co daje pole do dalszego planowania. Co roku każdego dnia lądujemy na koniec gdzieś w Toskanii, Rzymie, okolicach Rimini, przejeżdżamy np. przez San Marino. Przed startem warto być dzień wcześniej, aby zobaczyć prezentację wszystkich załóg na Piazza della Vittoria w Brescii. Najlepsze jest jednak to, że po niej prawie każdy kręci się gdzieś po mieście, staje na obiad, pogaduchy, a miasto zamienia się w jeden wielki spot samochodowy. Do późnych godzin, np. na Piazza Paolo VI czy Piazzale Arnaldo, trwają koncerty, a wokół ciągle kręcą się auta biorące udział w MM. Start to zawsze wtorek i zawsze, od pierwszej edycji prawie 100 lat temu, z tego samego miejsca – Viale Venezia. Odgrodzony, specjalnie przygotowany podest – bez problemu znajdzie się miejsce, aby zobaczyć sam początek tego pięciodniowego boju.

Kibicowanie w samej Brescii wzdłuż trasy też nie stanowi większego wyzwania. Trzeba tylko pamiętać, że tak samo na starcie, jak i w każdym większym mieście w trakcie wyścigu, wjazd do centrum jest mocno ograniczony, a jadąc za uczestnikami, służby w niektórych miejscach będą kierowały nas osobną drogą. Na całym dystansie Mille Miglia są to jednak tylko krótkie odcinki lub ominięcia ścisłego centrum, gdzie drogi i place są zarezerwowane do kibicowania. Z pomocą w planowaniu przychodzi dokładna mapa Google, którą organizator udostępnia na kilka dni przed startem na swojej stronie. Na niej widnieją też osobno wydzielone drogi, którymi możemy ominąć zamknięte odcinki. Jest tam także link do mapy, gdzie możemy śledzić przez GPS wszystkie załogi w czasie rzeczywistym. To było jedno z większych zaskoczeń tegorocznego wyjazdu, bo nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak późno wiele aut dojeżdża na mety etapów. Pierwszego dnia w Padwie pierwsze załogi na pełnym kibiców placu Prato della Valle pojawiły się już po zmroku. Dojeżdżając drugiego dnia o 23.00 do Montecatini Terme w Toskanii, po pokonaniu w ciemnościach trzydziestokilometrowego, górskiego odcinka, zobaczyliśmy, że za nami jest jeszcze przynajmniej 100 aut. I tak wygląda właściwie każdy dzień na trasie Mille Miglia: wczesny start, około 7.00, meta najczęściej już po zmroku, wszystkie miasteczka i place pełne mieszkańców i turystów, dzieci opuszczające lekcje w szkole, aby kibicować przy drodze przejeżdżającym autom, krzyczące co chwilę: „Forza Italia!”.

Na te pięć dni Włochy zamieniają się w jeden wielki wyścig, jedzie w nim każdy, niektórzy pamiętają jeszcze czasy jego świetności, kiedy rywalizowano w nim zupełnie na serio po publicznych drogach. I mimo że startując w Mille Miglia, trzeba mieć naprawdę gruby portfel, to zupełnie nie czuć tego dysonansu między uczestnikami i kibicami. Może to włoski klimat, ilość uśmiechu i luzu, otwartość ludzi. Może fakt, że auta często kosztujące kilka milionów euro stają się na te kilka dni częścią tej kultury, są na wyciągnięcie ręki, parkują przy krawężniku jak zwykła Panda. A sami Włosi od zawsze mocno kochali motoryzację, obcowali z nią, chłonęli ją. Co roku odbywa się tam mnóstwo eventów, rajdów i konkursów. I ma się wrażenie, że to podejście, tak jak ich architektura i infrastruktura, zatrzymało się w czasie. O ile w przypadku wizyty we Włoszech to drugie nie zawsze ułatwia życie, o tyle to pierwsze, obcując z Mille Miglia, jest przez te kilka dni niesamowicie zaraźliwe.