Lamborghini Gallardo: narodziny współczesnego Baby Lambo

Lamborghini Gallardo: narodziny współczesnego Baby Lambo

W Polsce pełnej Huracanów i Aventadorów SVJ, widok Lamborghini Gallardo pierwszej generacji na ulicy to ogromna rzadkość. W głowie pojawia się pytanie, gdzie podziały się te wszystkie wyprodukowane odmiany modelu Gallardo i dlaczego zniknęły z powierzchni Ziemi? Czy nikt już ich nie docenia? Czy ktoś jeszcze o nich pamięta? Aby odpowiedzieć na te pytania, wybraliśmy się do Oławy.

Pomysł.

– Tomek, mamy pomysł na materiał z Twoim Gallardo, czy miałbyś chwilę, żeby spotkać się z nami i zabrać auto na przejażdżkę?

– Co chcecie, kiedy chcecie – jutro o 17:00 wam pasuje?

Mniej więcej tak załatwia się sprawy z Tomkiem – jedną z bardziej rozpoznawalnych postaci w Oławie. Niezależnie od tego, czy chodzi o zorganizowanie dolnośląskiej odsłony Śniadania & Gabloty w jego rodzinnym mieście, czy o wyciągnięcie jednego z 300 samochodów Tomka na przejażdżkę. Tak, dobrze przeczytaliście, to nie pomyłka. Tomek ma w swojej kolekcji około 300 pojazdów. Część z nich, jak opisane tu Lamborghini, BMW Z8 czy żółte Porsche 964, macie możliwość regularnie spotykać na dolnośląskich Śniadaniach. Resztę samochodów już niedługo będziecie mogli obejrzeć w muzeum, nad stworzeniem którego obecnie pracuje Tomek. Plany są bardzo ambitne, wizja już ułożona w głowie – z pewnością będzie to niesamowite miejsce na motoryzacyjnej mapie Polski i już nie możemy się doczekać, aż będziemy mogli je Wam pokazać!

Marzenie.

Zawsze marzyłem, aby swoją przygodę z Lamborghini zacząć od Gallardo pierwszej generacji. Pierwsze Baby Lambo stworzone po przejęciu marki przez Audi wydawało mi się doskonałym otwarciem romansu z legendarnymi samochodami spod znaku byka i jednocześnie świetnym punktem odniesienia do poznania następnych generacji. 

Umówiliśmy się z Tomkiem pod jednym z jego magazynów. Ciemne chmury, wiszące nad naszymi głowami, nie nastrajały pozytywnie. Na szczęście nie spadła z nich ani kropla, co uratowało nam ten emocjonujący dzień. Chwila oczekiwania upłynęła nam na oglądaniu samochodów Tomka zajmujących wszystkie zakamarki posesji, m.in. historycznych Jelczów, czekających w kolejce do remontu. Tuż obok, kilku pracowników próbowało wskrzesić Lancię Kappę, która wydawała z siebie agonalne dźwięki. 

My czekaliśmy na inny dźwięk. Jedną z bardziej charakterystycznych cech Gallardo Tomka jest niesamowicie głośny wydech, który właśnie dobiegł naszych uszu, gdzieś zza okolicznych budynków. Chwilę później na horyzoncie pojawiło się żółte, niskie i zgrabne Lambo, które miało nam dzisiaj towarzyszyć.

Po krótkiej wymianie uprzejmości, Tomek oprowadził nas po swoim królestwie. W trakcie spaceru opowiadał nam o świetnych walorach użytkowych jednego z jego obecnych daily – Mercedesa S63 AMG, które odkrył po tym, jak „przypomniał” sobie, że go ma. Uroki posiadania 300 samochodów.

Zanim wybraliśmy się na szaleństwa w żółtym bolidzie, Tomek otworzył nam jeszcze drzwi do hali, w której przechowuje część swojej niesamowitej kolekcji. Do teraz ciężko mi uwierzyć w to, co tam zobaczyłem, ale to opowieść na osobny materiał…

Emocje.

Wróćmy do bohatera dzisiejszej historii. Tytułowy egzemplarz zwraca momentalnie uwagę swoim doskonałym stanem – to auto z pierwszego miesiąca produkcji w 2003 roku, a od nowości przejechane ma ledwie 40 tysięcy kilometrów. Drugą rzeczą, która od razu daje mi się we znaki to rozmiar samochodu. Samochód jest dość ciasny i przy maksymalnym odsunięciu fotela, dotykam głową o podsufitkę. Nie przeszkadza mi to jednak w cieszeniu się jazdą, w końcu przejażdżka Gallardo warta jest takich „poświęceń”. 

500 koni mocy, około 1400 kg wagi i napęd na 4 koła sprawiają, że mimo swojego wieku samochód wciąż zaskakuje osiągami. Nieco ponad 4 sekundy do setki w 18 letnim samochodzie robią wrażenie, a wkręcanie się wolnossącego silnika na wysokie obroty uzależnia i wywołuje ciarki na plecach. Tak samo jak dźwięk płynący ze zmodyfikowanego wydechu. 

Jednocześnie czuć w nim analogowy klimat – wnętrze ma już swoje lata, mało tu jeszcze elektroniki znanej ze współczesnych samochodów, układ kierowniczy stawia dość duży opór, a automatyczna skrzynia E-Gear daje przyjemny mechaniczny „feeling”. Zawieszenie zestrojone jest stosunkowo komfortowo, choć mały prześwit powoduje, że progi zwalniające przejeżdżamy z dużą dawką gimnastyki.  

Na ulicach Oławy Gallardo cieszy się dużym zainteresowaniem. Podczas sesji zdjęciowej w parku grupka dzieci szaleje na jego punkcie. Zdjęcia, filmiki, czysta młodzieńcza radość. Kilkoro z nich załapuje się na przejażdżkę, o której z wypiekami będą opowiadać swoim rówieśnikom w najbliższych tygodniach. „A czemu to takie głośne? Nie możecie go zgasić?” – zdarzają się także inne reakcje. To nieodzowny element jazdy takim samochodem – wzbudzasz w ludziach emocje. 

Test Śniadaniohollyka.

Życie Śniadaniohollyka to nie tylko piękne i szybkie samochody. To też kawka i dobre jedzenie. Postanowiliśmy przeprowadzić pewien test, który nazwaliśmy roboczo Testem Śniadaniohollyka, i sprawdzić czy da się w Gallardo wygodnie wypić kawę i zjeść croissanta, gdy złapie Was głód podczas przejażdżki. „Otóż nie”, jak powiedziałby Pan Tadeusz Sznuk. Samochód nie ma cupholderów, co sprawia, że do uczty musimy wykorzystać płaskie przestrzenie na konsoli środkowej i pomoc pasażera. Zdecydowanie lepiej Gallardo spisze się zaparkowane obok stolika, na którym będziemy mogli delektować się swoim śniadaniem.

Słowem właściciela.

W czasie, gdy nasz legendarny Bartosz łapał swoim okiem kolejne „rolki” na ulicach Oławy, wystając z tylnego okna śniadaniowego Superba, a Maciek umiejętnie manewrował, żeby mu to umożliwić, miałem okazję zadać Tomkowi kilka pytań o jego relację ze swoim żółtym Gallardo.

Ś&G: Skąd pomysł na ten samochód i co Cię w nim ujęło?

T: Jest to dla mnie bardzo fajne auto, które powoli staje się klasykiem, a ja uwielbiam klasyki. Sprowadziłem go z Japonii w idealnym stanie – jest to pierwszy miesiąc produkcji, 2003 rocznik. Ciekawostką jest tu bardzo mały przebieg. Gdy go kupiłem, miał przejechane 35 000 kilometrów. W 18 letnim samochodzie to świetny wynik, dlatego też zdecydowałem się na ten egzemplarz. Po drugie – kolor. Lubię żółty i cieszę się, że na takiego właśnie trafiłem. W dodatku nic nie trzeba przy tym aucie robić – wymieniam od czasu do czasu oleje, wsiadam i jadę.

Ś&G: Jakie modyfikacje ma Twój samochód?

T: Jeszcze w Japonii poprzedni właściciel zażyczył sobie, żeby auto było głośniejsze i zmodyfikowano w nim wydech – tłumiki końcowe. Prawdopodobnie kosztowało to 900 tysięcy jenów, mam gdzieś zachowaną fakturę. Teraz samochód jest naprawdę głośny!

Ś&G: Co najbardziej cieszy Cię w jeździe tym samochodem? Za co lubisz ten samochód?

T: Uwielbiam to auto przede wszystkim za moc i za to jak się prowadzi i jak wygląda. Ma 500 koni, jest bardzo lekkie (waży około 1400 kg) i ma napęd na 4 koła, co składa się na bardzo przyjemną jazdę. Po przejęciu Lamborghini przez Audi samochody dostały nową technologię i tą jakość tutaj widać. Samochód przepięknie zmienia biegi, jest tu obecna półautomatyczna skrzynia F1 i faktycznie można poczuć się, jak na torze F1 – przepięknie brzmi, szybko zmiania i szybko redukuje. (zaraz zademonstruję). Cały proces zmiany biegu i towarzyszący temu dźwięk jest tu bardzo przyjemny i sprawia, że jeździ się cudownie. Przed kupnem myślałem, że jest to auto twarde, które nie będzie nadawało się na polskie drogi, ale jest wręcz przeciwnie – super trzyma się nawierzchni, jak przyklejony, czuję się w nim bezpiecznie, nie ma żadnych przechyłów, a wszelkie nierówności przejeżdża bez problemów.

Ś&G: Jakie najlepsze wspomnienia z tym samochodem przychodzą Ci do głowy?

T: Ciężko wymienić tutaj konkretne wspomnienia, bo jest ich bardzo dużo, ale na pewno samochód zwraca na siebie ogromną uwagę dźwiękiem, kolorem, designem. Wiele z tych reakcji jest bardzo pozytywnych, szczególnie u dzieci, ale zdarzają się też negatywne. Właśnie dlatego trochę krępuje mnie jazda nim, bo różnie ludzie odbierają człowieka za kierownicą takiego samochodu. Zdecydowanie wolę jeździć klasycznym samochodem, typu Fiat 500. To także sprawia mi dużą frajdę, a jednocześnie trochę się chowam i mam większy spokój. Gallardo traktuję przede wszystkim jako samochód na spoty, na Ś&G, czy na wyjazdy poza miasto dla przyjemności.

Ś&G: Czy jest coś, czego w nim nie lubisz?

T: Chyba nie ma takiej rzeczy, której bym nie lubił. Może jedynie przejeżdżanie przez progi zwalniające – samochód jest bardzo nisko zawieszony i potrafi to być mocno uciążliwe.

Epilog.

To był piękny i inspirujący dzień w towarzystwie Lambo i kilku pozytywnych wariatów. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że największa siła ŚnG to ludzie. Nasza społeczność skrywa masę ciekawych postaci i ciekawych historii. Chcemy je odkrywać, doświadczać i dzielić się nimi tutaj z Wami. To dopiero początek…

A Gallardo? To auto zdecydowanie nadal ma w sobie pierwiastek szaleństwa i tożsamość prawdziwego supercara. Dla mnie, już na zawsze pozostanie pierwszym Lambo w moim życiu, które będę wspominał z sentymentem. Mimo, że coraz rzadziej widoczne na ulicy, pokazało mi, że warto o nim pamiętać – odwdzięczy się. 

Tekst: Rafał Pilch
Zdjęcia: Bartosz Pietrzak