#1 DRUGIE ŚNIADANIE: Łukasz z Senegalu – motoryzacja na piaskach pustyni

Motoryzacja nie ma koloru skóry, wyznania, ani narodowości, a jednocześnie jest takim samym elementem kultury jak architektura i jedzenie danego regionu. Podczas dzisiejszego Drugiego Śniadania zapraszamy Was na rozmowę z Łukaszem Grzędą, który od 2008 roku mieszka w Senegalu i jest związany z branżą motoryzacyjną. Opowiedział nam o zwyczajach panujących na tamtejszych drogach, lokalnej kulturze motoryzacyjnej i realiach rajdów na senegalskich bezdrożach.

Śniadanie & Gablota: To od czego musimy zacząć, to pytanie w jaki sposób trafia się z Polski do Senegalu? To nie jest oczywisty kierunek emigracji.

Łukasz: W 1992 roku wyjechałem z mamą do Belgii. Tam pracowałem dla Cumminis – producenta silników wysokoprężnych. W 2008 roku dostałem propozycję wyjazdu na kontrakt do Dakaru, stolicy Senegalu.

Byłeś już wcześniej w Afryce, czy to był wyjazd w ciemno? Jak Twoja żona i syn zareagowali na propozycję przeniesienia się do Afryki?

Nie, nigdy wcześniej nie bylem w Afryce, to był mój pierwszy raz tutaj. Wtedy nie byłem jeszcze żonaty, nawet nie znałem swojej żony. Nasz pierwszy syn przyjechał do Senegalu po czterech miesiącach od urodzenia, a drugi urodził się już w Dakarze.

Wasz syn ściga się w senegalskiej lidze kartingowej. Możesz powiedzieć coś więcej o tym?

Jest to jego drugi sezon kartingowy. Sezon trwa od listopada do czerwca, ale przygotowania zajmują cały rok – zamawianie części z Europy, treningi, próby i regulacja kartów. Większość uczestników to przyjezdni i Libańczycy. To raczej kosztowny sport i niewielu lokalnych może sobie na to pozwolić.

Zawodowo również jesteś związany z motoryzacją. Na czym polega Twoja praca w warsztatach Cumminis? Łatwo pracuje się z Senegalczykami?

W Senegalu cierpliwość to słowo klucz – jeżeli nie masz cierpliwości, to musisz się jej szybko nauczyć, a jeżeli ją masz, to szybko ją stracisz. Na co dzień pracuję w belgijskiej firmie BIA, która jest dystrybutorem KOMATSU, BOMAG, METSO i CUMMINS. Zajmuję się nadzorem technicznym, czyli przygotowaniem interwencji naszych mechaników u klientów, przewijanie silników Cummins na warsztacie itd.

Pierwszy rajd Paryż – Dakar zorganizowano w 1979 roku. Po dekadach spędzonych na afrykańskiej pustyni, jak to wtedy określano „przez zawirowania polityczne”, rajd zmieniał lokalizację. Czy Senegal jest dziś bezpiecznym miejscem dla tego typu imprez? Uważasz, że decyzja była faktycznie podyktowana bezpieczeństwem zawodników, czy organizatorów przekonały duże pieniądze choćby z Arabii Saudyjskiej?

Sam Senegal jest dobrym i bezpiecznym miejscem na tego typu wydarzenia. Nie ma tutaj zamieszek na tle politycznym, religijnym, czy kulturowym. Senegalczycy są przyjaźnie nastawieni na takie wydarzenia, chociażby ze względu na szybki zarobek. Takie imprezy generują przypływ turystów, a to napędza restauracje i hotele.

Co do rajdu Paryż – Dakar przyczyn jest kilka. Z tego co opowiadali mi znajomi, którzy uczestniczyli w rajdach, rzeczywiście na pustyni byli łatwymi celami dla terrorystów. Dżihadyści zajmowali wtedy tereny pustynne i dochodziło tam do częstych ataków na rajdowców. Do jednego z moich kolegów, jadącego w rajdzie terenówką, strzelano w 2000 roku. Na szczęście nic mu się nie stało. Problemy generowały też małe miasteczka, przez które musieli przejechać zawodnicy. Zdarzało się, że dzieci grały w grę łapanie motocykli, a takie zabawy kończyły się czasami tragicznie. W konsekwencji łapanki mieszkańcy atakowali motocyklistów na przykład rzucając w nich kamieniami.

Sam dużo podróżujesz po Senegalu motocyklem. Jak się jeździ po lokalnych drogach? Są jakieś ciekawe zwyczaje?

Motocyklem jeżdżę tylko po bezdrożach i pustyni. Zwyczaje są najróżniejsze. Na przykład zmianę pasa ruchu sygnalizuje się wystawioną prze okno ręką, a przejazd przez rondo odbywa się na zasadzie – kto pierwszy ten lepszy! Wyprzedzanie z prawej strony jest tutaj na porządku dziennym, a taksówki potrafią się zatrzymywać na samym środku skrzyżowania… oczywiście najczęściej są do tego przeładowane i w dodatku z żywym baranem na dachu. Długo by wymieniać, to trzeba przeżyć i zobaczyć!

Jak wygląda lokalna kultura samochodowa? Są jakieś kluby albo interesujące kolekcje ukryte w piaskach pustyni?

Każdy jeździ tym na co go stać, więc można tu zobaczyć zarówno najnowsze modele aut, jak i stare złomy złożone z dwóch różnych aut, które w Europie nadawałyby się wyłącznie na szrot. Tutaj nikogo nie dziwi widok wozu ciągniętego przez osiołka… na autostradzie.

Jest tylko jeden klub BMW w Dakarze, który znam i dla którego robiłem chiptuning. Jest za to dużo klubów motocyklowych i krosowych. Można też spotkać pasjonatów motoryzacji, którzy kolekcjonują rzadko spotykane na senegalskich ulicach auta, takie jak Subaru Imprezy, czy BMW M3, ale jest ich niewielu.

W Senegalu panują jakieś szczególne obostrzenia dotyczące prowadzenia pojazdów przez obcokrajowców, czy każdy może wynająć samochód i ruszyć w drogę?

Nie ma obostrzeń, jeździć może każdy kto ma prawo jazdy. Wynająć auto można bez umowy i kaucji.

Zaskoczyłeś mnie tym, że na torze w Dakarze organizowane są najróżniejsze wyścigi samochodowe. Jak wygląda ta rywalizacja?

Tak, tor w Dakarze jest prywatny. Organizowane są tam różnego rodzaju zawody np. 6- godzinny wyścig wytrzymałościowy i 1000 km Dakar. Tor można też wynająć na prywatne zawody. Dużo obcokrajowców trzyma wyścigowe samochody w garażach i spotykają się tutaj na wyścigach. To jest sport dla osób, które mogą sobie na to pozwolić finansowo, nie ma znaczenia czy przyjezdni czy lokalni. Jedynym ograniczeniem jest budżet.


Nie możemy pominąć tego tematu – co się je w Senegalu na śniadanie?

Senegalskie śniadanie, to przede wszystkim bagietka z omletem lub wątróbką z cebulą i ostrą papryką… wszystko zawinięte we wczorajszy dziennik.

Lubisz afrykańską kuchnię? Coś szczególnie przypadło Ci do gustu?

Lubię niektóre lokalne potrawy na przykład Thieboudienne, czyli ryż z rybą i warzywami lub Poulet Yassa, czyli ryż z kurczakiem i cebulą.

Senegalska kuchnia wyróżnia się czymś szczególnym na tle innych afrykańskich krajów?

Wykorzystuje się w niej dużo ryby, baraniny i ryżu.

3. Śniadanie & Gablota Łódź 2022

I to by było na tyle! Tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy piąty sezon Śniadanie & Gablota w Łodzi. W tym roku zdecydowaliśmy się na zmianę miejsca, żeby zagwarantować Wam większą przestrzeń, która mogłaby pomieścić wciąż powiększającą się społeczność Śniadaniohollyków. Towarzyszyły nam afrykańskie upały i monsunowe deszcze, ale bez względu na kapryśną pogodę zawsze mieliśmy w Was wiernych partnerów kulinarnej podróży. Łódź zawsze będzie szczególnym miejscem dla naszej społeczności, bo to tutaj zrodziła się idea ŚnG, dlatego jesteśmy niezwykle szczęśliwi wiedząc, że mimo upływu lat wciąż mamy w tym mieście ogromne wsparcie. Wracamy po zimowej przerwie!

Dziękujemy Ukryte Rzeki za gościnę!

Zdjęcia: eugene_tka4enko

2. Śniadanie & Gablota Łódź 2022

To było najbardziej deszczowe Śniadanie & Gablota w naszej pięcioletniej historii! Od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że w niedzielę 31 lipca będzie lało. Jednak razem z zespołem Ukrytych Rzek podjęliśmy decyzję o tym, że nie odwołamy wydarzenia. Dlaczego? Bo jednym z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się na zmianę miejsca w sezonie 2022, było zwiększenie naszych możliwości niezależnie od pogody. O ile podczas pierwszego łódzkiego śniadanie w tym roku mogliśmy przetestować pojemność parkingu przy olbrzymiej frekwencji, o tyle tym razem mieliśmy okazję sprawdzić, czy lokal pomieści wszystkich Śniadaniohollyków pod dachem. I było warto! To było naprawdę piękne i klimatyczne śniadanie w akompaniamencie ulewnego deszczu rozbijającego się o parapet.

WERNIX by Śniadanie & Gablota

Od początku naszej działalności, dzięki współpracy z Polish Masters of Art jesteśmy związani ze środowiskiem artystycznym. Przez ostatnie lata zrobiliśmy trzy art cary, dedykowane kolejno Warholowi, Beksińskiemu i Szukalskiemu oraz angażowaliśmy się w szereg różnych inicjatyw z takimi twórcami jak @zdrovkothings oraz Siodta. Chcemy kontynuować tę działalność i promować artystów związanych z automotive.

Realizując naszą filozofię, podczas śniadania w Łodzi, mieliśmy przyjemność zaprosić wszystkich na wernisaż, na którym swoje obrazy zaprezentowała Mirovvska. Artystka w swoich pracach skupia się wokół ikonicznej motoryzacji niejednokrotnie ukazanej w towarzystwie sensualnych kobiet. Indywidualny styl, kolory, dynamika, to wszystko sprawiło, że od samego początku kibicowaliśmy Mirovvskiej, a teraz mogliśmy pokazać jej prace szerszej publiczności. Z pewnością dostarczyły one wielu tematów do dyskusji, gdy za oknem szalała ulewa. Mamy też nadzieję, że idea WERNIX-ów na stałe wpisze się w nasze spotkania.

Dziękujemy wszystkim Śniadaniohollykom, szczególnie ekipie Łódzkich Amcarów,
którzy nie wystraszyli się deszczu i sprawili, że była to wyjątkowa edycja!

Zdjęcia: @eugene_tka4enko

W Hotel de France śpi się szybko 

Z pewnością wyścig 24h Le Mans nie kojarzy się nikomu ze snem w wygodnym hotelowym łóżku. Prędzej z materacem ułożonym w padoku i dosypianiem na warsztatowym krzesełku pomiędzy kolejnymi zmianami kół. Jednak w miejscowości La Chartre-sur-le-Loir, oddalonej o ok. 50 minut od toru de la Sarthe, znajduje się niepozorny hotel, który stał się legendą przyciągającą fanów motoryzacji i historii motorsportu.

Opcji na spanie jest kilka

Podczas Le Mans Classic widziałem ludzi śpiących na trybunach i uważam, że jest to wielkie poświęcenie zasługujące na słowa uznania. Wytrzymanie całonocnego hałasu generowanego przez pędzące bolidy i pogodzenie tego ze snem, to prawdziwa sztuka cierpienia. Niektórzy potrzebują choć odrobinę wygody i dla tych przygotowano camping. Ten zresztą znajduje się na terenie toru, co również nie do końca gwarantuje odpowiedni odpoczynek. Tam namioty stają w towarzystwie egzotycznych samochodów, tworząc niepowtarzalny klimat. Dla tradycjonalistów pozostają hotele i kwatery w samym Le Mans lub pobliskich miejscowościach, jak Arnage i Mulsanne. Jednak my przenieśmy się do miejsca oddalonego o ok. 50 km od głównej areny zmagań, czyli do miasteczka La Chartre-sur-le-Loir.

To tutaj znajduje się Hotel de France, który wybraliśmy na naszą bazę wypadową, a w zasadzie został nam wybrany, o czym nieco później. Po raz pierwszy nazwa hotelu została użyta w 1905 roku, gdy budynek przy Place de la République 20 zakupili Alexandre i Marie Pasteau. W 1926 roku miejsce przejął ich syn Raoul, który poczynił pewne udoskonalenia, dzięki którym miejsce stało się nowocześniejsze. Pojawiła się bieżąca ciepła i zimna woda, a nawet telefon. W latach 30. XX wieku hotel przeżywał prawdziwy rozkwit. Na każde piętro doprowadzono centralne ogrzewanie i przynajmniej jedną łazienkę. Z tego okresu pochodzi też fasada w stylu art deco, którą w zasadzie w niezmienionej formie można podziwiać do dziś. Obecnie właścicielem jest miłośnik klasycznej motoryzacji Martin Overington, do którego należy Bentley Blower, którego regularnie można spotkać w pobliżu hotelu.

Spokojnie, rozkręcimy to w ogródku 

Najciekawszy rozdział w historii Hotelu de France rozpoczął się na początku lat 50. XX wieku. Jak głosi popularna motorsportowa legenda mały rodzinny hotelik, w niepozornej mieścinie, został odkryty przez Johna Wyera. Brytyjczyk był inżynierem i na przestrzeni lat szefem kilku zespołów wyścigowych, z którymi odnosił liczne zwycięstwa w różnych seriach wyścigów wytrzymałościowych. Po raz pierwszy do La Chartre-sur-le-Loir przyjechał w 1953 roku wraz z teamem Astona Martina i uczynił to miejsce bazą wypadową na tor de la Sarthe na długie lata. Na tyłach hotelu i między budynkami, czyli używając pięknego staropolskiego określenia w tzw. obejściu, przygotowywano samochody do sesji kwalifikacyjnych i wyścigów. Następnie drogami publicznymi dojeżdżano do Le Mans. Takie rozwiązanie praktykowano aż do połowy lat 70. W 1959 roku team Aston Martin dowodzony przez Wyera wygrał rywalizację w Le Mans samochodem DBR1, prowadzonym przez Roya Salvadori i Carrolla Shelby’ego. Bazą zespołu był oczywiście Hotel de France. Zachowało się wiele fotografii z tego okresu, które dzisiaj zdobią hotelowe ściany i uprzyjemniają poranną kawę.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Hotel de France.

Długa lista gości

Wyer zmieniał teamy. Z Astona przeszedł do Forda, a następnie do, sponsorowanego przez Gulf Oil, J.W. Automotive Engineering Ltd, ale pozostał wierny hotelowi. Z czasem Hotel de France zapracował sobie na motorsportową renomę i stał się miejscem kultowym. To przyciągało kolejnych zawodników wraz z zespołami. Lista gości, którzy zatrzymali się w jego gościnnych progach jest niezwykle długa i imponująca, bo wśród przyjezdnych jest wielu zwycięzców 24h Le Mans. Na liście są takie osobistości jak Stirling Moss, Jo Siffer, Mario Andertti, Jacky Ickx, Derek Bell, Carroll Shelby, Richard Attwood, Bruce McLaren, Graham Hill, Frank Williams. Tutaj też spał Steve McQueen podczas kręcenia filmu Le Mans w 1971 roku. Na pamiątkę tych wydarzeń, niektóre z pokojów noszą nazwy po swoich słynnych gościach. Nieustannie do hotelu ściągają liczne kluby samochodowe organizując w tym miejscu przystanki podczas wypraw i przejażdżek.

Niespodzianka!

O tym, że podczas wyjazdu na Le Mans Classic będziemy spali właśnie w Hotelu de France dowiedzieliśmy się… dzień przed wyjazdem do Francji. Miała to być dla nas niespodzianka od Team Bołtowicz i faktycznie była. Ale jeszcze bardziej zaskoczyło nas samo zakwaterowanie. Do hotelu dotarliśmy po północy, a tam na dobre trwała impreza. Ludzie siedzieli w ogródku gwarnie dyskutując przynajmniej w trzech różnych językach. Przy tym popijali wino, zagryzając bagietką i serami… a na placu towarzyszyły im wyjątkowe maszyny, takie jak Alfa Romeo 8C, Lancia Fulvia Zagato, Cobry, MG i wiele innych. Nie pozostało nam nic innego jak rozpakować rzeczy i udać się na bardzo późną kolację!

Nie chce się wyjeżdżać

Sam hotel jest wyjątkowo przytulną przystanią podczas podróży. Pokoje są gustownie urządzone, schludne i wygodne. Z pewnością gwarantują odpowiedni relaks po długiej trasie lub wyczerpującym dniu na torze. Największą przyjemnością są jednak śniadania niespiesznie spożywane w ogródku przed hotelem. Przy kawie i croissantach czas płynie zdecydowanie wolniej. Podczas krótkiego porannego relaksu będziecie mieli okazje spoglądać nie tylko na auta zaparkowane na placu przed hotelem. Bardzo często wąską uliczką sąsiadującą z ogródkiem przeciskają się Porsche, Ferrari, Lotusy i inne klasyki. Przypomina to obrazy spod kasyna w Monako, gdzie każdy przyjeżdża się pokazać. W niedzielny poranek zawsze ktoś wpada tutaj na kawę! C’est la vie!

Tekst: Sławomir Poros
Zdjęcia: Maciej Jasiński / Wojtek Szoka

2. Śniadanie & Gablota Poznań 2022

Trzeci raz w tym sezonie w Poznaniu, ale drugi raz na legendarnym trawniku przed Hotelem Vivaldi. Część z Was szybko przywiązała się do nietypowej godziny pierwszego Śniadania i pojawiła się na miejscu przed organizatorami. A potem było już tylko lepiej. Na szczęście walkę o zwalniające się miejsca udało się rozegrać bez rękoczynów. Udało się też przyciągnąć uwagę przypadkowych przejeżdżających, którzy zapewniali, że zostaną z nami na dłużej. Nowe menu przygotowane przez restaurację po raz kolejny zebrało najlepsze laury od Śniadaniowiczów. A nieprzerwany potok ludzi i samochodów zwiastował, że 14 sierpnia zobaczymy się w co najmniej tak samo licznym gronie 🙂

Zdjęcia: Darek Kurkowiak

JAGMAN: polski mechanik w Le Mans Classic

Tomek “Tom Jagman” Zieliński ma 26 lat i pochodzi z Łodzi. Poznaliśmy się 6 lat temu podczas Santa Taxi – jednego z pierwszych wydarzeń organizowanych przez Tejsted. Przyjeżdżaliśmy wtedy po ludzi Camaro i zabieraliśmy na świąteczną pizzę. Jeden z takich przejazdów, który wygrał ktoś z obserwujących, miał być niespodzianką „dla kolegi, który wyprowadził się do UK i wrócił na święta do rodziny”. Tą osobą był właśnie Tomek. Od tamtego czasu utrzymujemy kontakt, a teraz mieliśmy okazję wspólnie przeżywać emocje na Le Mans Classic 2022. 

Kontrowersyjny Hawthorn

Z kolekcją samochodów należącą do Nigela Webba Tomek związany jest już od 10 lat. Najpierw do Anglii przyjechał jego tata, który rozpoczął pracę w majątku Nigela jako ogrodnik. Później dołączył do niego sam Tomek. Początkowo wykonywał proste prace warsztatowe. Dzisiaj wspomina to tak – „Wiesz, ja do wszystkiego doszedłem tutaj sam. Najpierw zamiatałem warsztat, później podawałem klucze, zostawałem po godzinach, żeby się czegoś uczyć, a dzisiaj jestem odpowiedzialny za auta i zespół wyścigowy. Sam do tego doszedłem ciężką pracą i zawzięciem!” Warto wspomnieć, że 74-letni Nigel Webb, to znany i ceniony kolekcjoner Jaguarów. Szczególną uwagę w swoich zbiorach, tworząc ku temu małe muzeum, poświęcił brytyjskiemu kierowcy wyścigowemu Mike’owi Hawthornowi. W 1955 roku Hawthorn zwyciężył w 24-godzinnym wyścigu Le Mans jadąc Jaguarem D-Type. Jednak ten sukces przyćmiły oskarżenia o to, że Hawthorn miał być bezpośrednio winny spowodowania tragicznego wypadku z udziałem Mercedesa 300 SLR prowadzonego przez Pierra Levegha. Śmierć poniosło wówczas 86 kibiców i francuski kierowca. W kolekcji Webba jest Jaguar D-Type odbudowany na bazie oryginalnego nadwozia, w którym Mike Hawthorn wygrał tragiczne Le Mans ’55. Co ciekawe ten sam samochód wygrał w Le Mans Classic 2016, a podczas tegorocznej edycji wydarzenia został użyczony do rywalizacji jednemu z przyjaciół Nigela. Trzy lata później Mike Hawthorn zdobywa tytuł Mistrza Świata Formuły 1. Ponownie w dość kontrowersyjnych okolicznościach, bo wygrywając zaledwie jeden wyścig. Zaraz po zakończeniu sezonu decyduje się zakończyć karierę, głównie w wyniku tragicznej śmierci na torze swego przyjaciela Petera Collinsa. Nie było mu dane cieszyć się życiem, gdyż 22 stycznia 1959 roku ginie w wypadku samochodowym. Do dziś niejasne są okoliczności wypadku w którym ginie 29-letni Hawthorn. Wiadomo, że feralnego dnia, gdy wypadł z drogi na obwodnicy Guildford pogoda była fatalna. Paradoksalnie podążał za Mercedesem 300 SL.

Ile to pojedzie?!

Tomek zaprasza mnie, żebym usiadł w ich wyścigowym C-Type, które właśnie przygotowuje do kolejnej sesji kwalifikacyjnej. To tym samochodem ściga się Nigel Webb podczas tegorocznego Le Mans Classic. Ciasno i surowo, ale naprawdę magicznie! Na desce rozdzielczej mosiężna tabliczka informująca o tym, że jest to najstarszy C-Type na świecie (pierwsza rejestracja 23 maja 1952 r.) Pierwszym właścicielem auta był Duncan Hamilton, który jadąc z Tonym Roltem, wygrał tym autem Le Mans ’53. Kawał historii! „Dużo w tym aucie prototypowych rozwiązań, jak na przykład tarczowe hamulce, z którymi często bywają problemy. Zaraz będę odpowietrzał cały układ hamulcowy i trzeba to robić na pracującym silniku. Po każdym przejeździe sprawdzam cały wóz, zawsze znajdzie się też jakaś śrubka, którą trzeba dokręcić.” – objaśnia Tomek. Auto jest w doskonałym stanie, ale nie da się ukryć, że ma już swoje lata. Nie wypominając nikomu wieku zastanawiałem się, czy zasłużyło sobie na jakąś taryfę ulgową. Tomek szybko wyprowadził mnie z błędu mówiąc, że Nigel wyciska z niego wszystko co się da i regularnie, podczas każdej sesji klasyfikacyjnej, osiąga top speed grubo ponad 200 km/h.

Gdy życie staje się wyścigiem

Ilekroć faceci mówią, że wjeżdżają na tor wyłącznie dla zabawy i nie chodzi o wynik – kłamią. Nawet przy najlepszej rozrywce, w której jest jakikolwiek element rywalizacji, zawsze chodzi o dobre miejsce! Właśnie dlatego robota mechanika wyścigowego jest trudna. Nieustannie trzeba gonić króliczka. „Pewnie, że miałem momenty zwątpienia. Takie, że chcesz trzasnąć drzwiami i wszystko rzucić. Czasem jest tego wszystkiego za dużo. Zaraz wrócimy z Le Mans i muszę przygotować auto na kolejny wyścigowy weekend. Dobrze nie odeśpię i już trzeba jechać dalej. Rozpakowanie wszystkiego, przygotowanie auta, powtórne spakowanie, kolejny wyjazd, to naprawdę męczące. Ale później myślę sobie o szansie jaką dostałem od życia i miejscu, w którym teraz jestem. Wiem, że muszę z tego skorzystać. Nie poddawać się! Pijesz mocną kawę, wracasz do warsztatu i ciśniesz dalej!” – szczerze wyznaje Tomek. W sezonie nie brakuje wyjazdów. Zespół startuje między innymi w Motor Racing Legends, Mike Hawthorn Jaguar Challenge, Goodwood Revival, Le Mans Classic i wielu innych.

Serwis nie zasypia

Odwiedzam Tomka w padoku po wieczornej sesji kwalifikacyjnej. Od razu pytam – Tomek, jak wynik?! Twarz zalewają mu drobne krople potu. Mimo później pory, w Le Mans jest tego wieczoru bardzo duszno. Jagman ociera pot z czoła, opiera się z widocznym zmęczeniem o bok C-Type i łapie chwilę oddechu. „Mamy trzecie miejsce, jest naprawdę dobrze! Ale coś nam wpadło przez przedni grill i uszkodziło chłodnicę. Zobacz tutaj, brakuje jednego żeberka. Pewnie jakiś kamień, bo po ptaku byłby ślad… lutuję to właśnie i mam nadzieję, że wytrzyma.” Przed zespołem jeszcze nocna sesja kwalifikacyjna i cały kolejny dzień wyścigów. Ściskając Tomkowi dłoń na pożegnanie myślę już o wygodnym hotelowym łóżku. Całodniowy upał i pokonane pieszo 26 km po torze de la Sarthe zrobiły swoje. Tomek spogląda na zegarek i rzuca w moją stronę – No! To teraz mam dwie godziny odpoczynku i wracamy na tor. Oby ta chłodnica wytrzymała! Zawsze podziwiałem mechaników wszelkich długodystansowych wyścigów. To ludzie, którzy pierwsi wstają i ostatni kładą się spać, o ile w ogóle mogą sobie na to pozwolić. Stoją z tyłu, niekiedy zupełnie bezimiennie wspierając potężne nazwiska znanych kierowców. Taki ich los. Gdy o tym rozmyślam patrząc na krzątających się w pocie czoła mechaników różnych zespołów dookoła nas, do Tomka przychodzi kilku gentlemanów trzymających dziurawą miskę olejową w rękach. Zrozpaczeni szukają spawarki. Przerywamy rozmowę. Tomek macha na nich ręką porozumiewawczo, a mi wyjaśnia – „w ostatniej chwili przed wyjazdem wrzuciłem małą spawarkę do kampera. Pomogę im, niech się jeszcze pościgają!” 

Zespół Jaguar No 6 Racing Team, podczas Le Mans Classic 2022, wywalczył doskonałe trzecie miejsce w swojej kategorii na 74 sklasyfikowanych. W ostatniej chwili przed wręczeniem nagród Nigel Webb został jednak ukarany pięciosekundową karą za przekroczenie dozwolonej prędkości w alei serwisowej,
co spowodowało spadek na czwartą pozycję.

Wsiadłem do niej i poczułem, że to właściwe miejsce

Tomek, a czym Ty jeździsz na co dzień? – luźno zapytałem. Byłem przygotowany na kilka różnych odpowiedz, ale tej, która padła naprawdę się nie spodziewałem. „Ja kocham Mazdę, one mają coś w sobie. Od zawsze kombinowali i robili ciekawe auta. Zobacz na to 787B, które przyjechało na Le Mans w tym roku – czyż nie jest boskie? Albo pierwsza generacja MX-5, z rozkładem masy 50:50. Idealne do jazdy na torze. Z moją Mazdą było tak, że pojechałem na wakacje do Polski i wypożyczyłem sobie «szóstkę». Wsiadłem i od razu się zakochałem. Rok później kupiłem. Co ciekawe przymierzałem się do silnika benzynowego, ale ostatecznie kupiłem diesla 2.2 SkyAcitve z 2017 roku i nie żałuję. To bardzo mocne auto, wystarczająco szybkie i ekonomiczne, a ja robię dużo tras. Często trzeba odebrać jakieś części do aut, albo zawieźć coś do naprawy. Dla mnie idealne daily!”

Tekst: Sławomir Poros
Zdjęcia: Maciej Jasiński

1. Śniadanie & Gablota Oława 2022

Czy to będzie sezon bicia rekordów frekwencji? Porywisty wiatr, temperatura mocno wskazująca na długi rękaw nie były dla Was żadną przeszkodą. Fakt, że startowaliśmy oficjalnie o 10.00 nie był zbyt istotny dla nikogo – o 9.50 parking już był pełen. Cóż, tzw „klasyka dolnośląska”. Warte odnotowania jest również to, iż pierwszy raz od wielu lat nie było „wrocławskich naleśniczków”…. Ale! Debiutowali u nas Gia Gia z włoskimi Śniadanioboxami – zestaw zawierający panini, crossainta oraz lemoniadę przypadł Wam tak do gustu, że … wyprzedaliśmy wszystkie zapasy. Kończąc wątek debiutów śniadaniowych – nasi Przyjaciele z High Octane pokazali się z napojowymi nowościami w nowym busie z genialnymi nalewakami! Tak, śmiało mówimy, że to było jedno z najliczniejszych Śniadań w historii!

Poniżej galeria od Bartosza Pietrzaka.

1. Śniadanie & Gablota Warszawa 2022

Przewrotnie pierwsze warszawskie Śniadanie & Gablota ’22 nie do końca było pierwsze! W stolicy widzieliśmy się już w tym sezonie podczas Ikon Śniadania w styczniu, gdy symbolicznie otworzyliśmy kolejny rok naszych spotkań. Ale kto powiedział, że za każdym razem nie możemy się spotykać ten pierwszy raz?! Było nam niezwykle miło po raz kolejny gościć Was w Warszawie i spędzić z Wami ten piękny lipcowy poranek. Następne śniadanie w stolicy już 8 sierpnia i tak jak już zapowiadaliśmy… w kolejnym, nowym, miejscu! W tym sezonie postanowiliśmy wędrować po mapie miasta zabierając Was w różne ciekawe zakątki.

Partnerzy ŚnG Warszawa 2022: Team Bołtowicz & MAZDA Bołtowicz

1. Śniadanie & Gablota Łódź 2022

To było największe Śniadanie & Gablota w pięcioletniej historii łódzkich spotkań! Ukryte Rzeki zdecydowanie przypadły Wam do gustu, a frekwencja pierwszego wydarzenia w Łodzi w sezonie ’22 była niesamowita. Ponad 200 wydanych śniadań, pełen parking gablot i mnóstwo uśmiechniętych twarzy, to jest magia ŚnG. Do zobaczenia na kolejnym śniadaniu w Łodzi już 31 lipca!

Poniżej relacje od Eugena Tkachenko oraz Bartosza Pietrzaka!

Śniadanie & Gablota Łódź nad Ukrytą Rzeką!

Pewnego dnia Maciek Jasiński, reprezentujący wrocławski oddział Śniadanie & Gablota, zatrzymał się w Łodzi. Poszliśmy to tu, to tam – chciałem rozpalić w nim miłość do mojego rodzinnego miasta. Pokazałem fabrykanckie wille, kamienice, podwórka, kawiarnie i restauracje. Gdy na Księżym Młynie kończyliśmy ekscytującą wycieczkę po łódzkich zakamarkach dodał – ale super ta Łódź! Szkoda tylko, że nie macie rzeki, tak jak my we Wrocławiu! I to wcale nie jest tak, że poszczególne miasta rywalizują między sobą podczas organizowania śniadań, albo rozdajemy sobie dodatkowe punkty za to kto ma rzekę w mieście. Jesteśmy przecież jedną wielką kochającą się rodziną i nie chodzi o udowadnianie sobie czegokolwiek…

Więcej niż jedna rzeka? Łódź!

Jak donosi Baedeker łódzki, którego uwielbiam i wszystkim polecam, obecnie w granicach administracyjnych Łodzi jest aż 18 „rzek!” Niestety zgodnie z oficjalną klasyfikacją tylko dwie z nich są prawdziwymi rzekami, a mowa tutaj o odcinkach Bzury i Neru. Oprócz nich w granicach administracyjnych miasta leniwie sączą się jeszcze Sokołówka, Wrząca, Brzoza, Aniołówka, Zimna Woda, Łagiewniczanka (zwana też Brzozą II), Miazga, Gadka, Jasień, Olechówka, Augustówka, Karolewka, Łódka, Bałutka, Jasieniec i Dobrzynka. Łącznie to aż 126 km wodnej żyły tętniącego miasta! Najdłuższa z nich to liczący 22,5 km Ner. Ponadto w rejestrach służb miejskich odnotowano 11 bezimiennych cieków wodnych, które dokładają kolejne 26 km sieci wodnej.

Majowy podwieczorek w restauracji Ukryte Rzeki (fot. B. Pietrzak, E. Tkachenko)

Źródło, inspiracja, początek

Cechą charakterystyczną wspomnianych cieków jest to, że szczególnie w centrum miasta, przebiegają one w podziemnych kanałach nadając im magicznego charakteru. Właśnie z tych niezwykłych historii swoje źródło zaczerpnęła restauracja Ukryte Rzeki. Jest to stosunkowo młode miejsce na gastronomicznej mapie Łodzi, bo powstało pod koniec 2021 roku, ale już zdobyło uznanie i sympatię wśród Łodzian. Więc czy może być coś lepszego niż Śniadanie & Gablota nad Ukrytymi Rzekami w Łodzi?

Testujemy! (fot. B. Pietrzak)

Nie serwujemy śniadań, ale dla Was zrobimy wyjątek

Nie od razu zdecydowaliśmy się na współpracę z Ukrytymi Rzekami. Przede wszystkim dlatego, że restauracja nie serwuje śniadań… Standardowa karta menu zaczyna się od lunchów, a sama restauracja zaczyna ożywać każdego dnia od godziny 12:00. Z pewnością dla niektórych naszych Śniadaniohollyków, tych którzy mają problemy z wczesnym wstawaniem, byłby to niebywały atut, ale nazwa Śniadanie & Gablota zobowiązuje do poświęceń! Manager Ukrytych Rzek – Adam Kopczyński, doskonale wiedział jak nas przekonać do współpracy mówiąc wprost – my nie serwujemy śniadań, ale potrafimy je robić, a dla Was zrobimy coś wyjątkowego! Czy siedząc tamtego wieczoru przy stoliku z Adamem i spoglądając pierwszy raz na menu z napisem „UKRYTE RZEKI” pomyśleliśmy o Maćku i jego „szkoda, że w Łodzi nie macie rzeki”?

Adam Kopczyński, manager restauracji Ukryte Rzeki (fot. B. Pietrzak)

Otóż wcale o tym nie pomyśleliśmy, dlatego zapraszamy nad rzekę!

Pierwsze spotkanie w nowej lokalizacji odbędzie się już 26 czerwca o godz. 10:00. W stosunku do poprzednich sezonów Śniadanie & Gablota w Ukrytych Rzekach czeka na Was kilka nowości i udogodnień. Przede wszystkim – lokalizacja przy ul. Piotrkowskiej 295A (teren Ogrodów Geyera) daje nam szansę na zaproszenie jeszcze większej ilości Śniadaniohollyków bez obawy na brak miejsc parkingowych. Wszyscy się zmieścimy! Kolejną zmianą jest sama forma śniadania. „All you can eat!” to formuła, w której płacisz raz (40 PLN), otrzymujesz opaskę, a wraz z nią dostęp do Śniadaniowej Strefy wewnątrz restauracji – bez trudu ją zlokalizujecie. Tam czekają na Was pyszności przygotowane przez Szefa Kuchni (na ciepło, na zimno i na słodko) oraz napoje do wyboru. Z opaską swobodnie możecie wejść po dolewkę kawy, czy na kolejną herbatę, więc spokojnie możecie zjeść śniadanie przy stoliku, a z drugą kawą ruszyć na parking, żeby pogadać ze znajomymi. Strefa Śniadaniowa będzie dostępna od 10:00 do 12:30. Po tym czasie Ukryte Rzeki rozpoczynają swoją regularną pracę, ale oczywiście nie wyganiają nas! W restauracji możecie zostać ile chcecie, ale jeśli planujecie zjeść lunch lub obiad, a nawet posiedzieć do kolacji, to z uwagi na popularność restauracji sugerujemy zarezerwować wcześniej stolik pod numerem 507 508 399. Rezerwacje będą przyjmowane wyłącznie na godz. po 12:30.

Tak oto wygląda historia ŚnG Łódź nad ukrytą rzeką. W maju przeprowadziliśmy udane podwieczorkowe testy i miejsce spisało się doskonale! Dziękujemy wszystkim za obecność na Pre-Season Test, a w szczególności Łódzkie Amcary, MotoSport Parts, Route 666 oraz D3TAILER i do zobaczenia na łódzkim śniadaniu już w najbliższą niedzielę!      

Śniadanie & Gablota PODRÓŻuje z Klasyczną Strefą Wrocław #1 _2022

Wielokrotnie podkreślaliśmy, że dla nas najważniejsza jest droga a nie sam cel podróży, jednak w tym przypadku destynacja była równie istotna! Beach bar w centrum Wrocławia skąpany w letnich promieniach słońca. Pyszna pizza przyprawiona motoryzacyjnym miksem kultur. Beztroski sobotni chill na plaży przy dźwiękach elektronicznej muzyki. Alternatywny świat w centrum dużego miasta, a do tego goście z całej Polski, a nawet Berlina! Co ciekawe, ostatnie samochody wyjechały do domu grubo po północy! Przed Wami obszerna relacja z Podróżowania! Pierwszą część albumu serwuje wracający po przerwie do fotograficznego fachu Michał Bolzega, drugą natomiast podaje stary wyjadacz Bartosz Pietrzak.

Bilety do kontroli i zapraszamy w Podróż!

Śniadanie & Gablota x SAKURA na Torze Poznań ’22

To było turbo spotkanie! 5 czerwca 2022 roku po raz pierwszy od kilku lat spotkaliśmy się w Poznaniu nie na zielonej trawce przed hotelem Vivaldi, a na legendarnym obiekcie jakim jest Tor Poznań! Całe to zamieszanie za sprawą zaproszenia jakie otrzymaliśmy od naszych przyjaciół z SAKURA KAZOKU, aby przygotować poranną zaprawę dla uczestników weekendowego ścigania podczas Gaijin 2022. Piękna pogoda, wspaniali ludzie, różnorodność gablot, pyszne śniadanie i towarzystwo rozgrzanej asfaltowej pętli gotowej do rywalizacji – IDEALNIE! Śniadaniohollycy, dziękujemy za kolejne piękne Śniadanie w wyjątkowym miejscu!

Zdjęcia: NOWAKIEWICZ PHOTO