96 lat temu ruszyła polska ekspedycja dookoła świata. Ratujemy klasyka!

96 lat temu ruszyła polska ekspedycja dookoła świata. Ratujemy klasyka!

Śniadanie & Gablota już dawno wyszło poza ramy organizatora porannych spotkań. Przez ostatnie pięć lat podejmowaliśmy się różnych wyzwań. Wysłaliśmy śniadanie do stratosfery, ustanowiliśmy oficjalny rekord Polski w najszybszym objechaniu granic naszego kraju, a tym razem przywróciliśmy blisko 100 – letniego klasyka do życia!

Wyprawa dookoła świata!

Przy okazji materiału z Muzeum w Płocku już nieco tłumaczyłem moją słabość do II RP. W okresie dwudziestolecia międzywojennego pragnienie zwiedzania świata było tak ogromne, że na przestrzeni lat powstał cały szereg mniejszych i większych wypraw w najróżniejsze zakątki świata. Jedną z nich była podróż dookoła świata polskich harcerzy, której celem była „wielka światowa propaganda na rzecz naszej Ojczyzny”. Pierwszy raz przeczytałem o niej na stronie Mariusza Kwestorowskiego, którą wszystkim polecam na dobry początek zgłębiania tej historii. Dokładnie 96 lat temu, 30 maja 1926 roku, wyprawa wyruszyła z Warszawy. Na jej czele stał druh Jerzy Jeliński, pozostałymi członkami ekspedycji byli: Eugeniusz Smosarski, Bruno Brettschneider oraz Jan Ława. Centralne Warsztaty Samochodowe przygotowały specjalne nadwozie, przypominające kadłub statku, zamontowane na podwoziu Forda T. Finalnie konstrukcja okazało się dość niewygodna w użytkowaniu i mało trwała, co miało niebagatelny wpływ na jej dalsze losy. Wyprawa miała bardzo podniosły charakter, podróżników żegnał prezydent Ignacy Mościcki oraz Marszałek Józef Piłsudski, który miał powiedzieć – „gdy opaszecie flagą polską kulę ziemską, zameldujcie się u mnie, lecz w przeciwnym razie nie pokazujcie mi się na oczy”.

Pobyt harcerzy u marszałka Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Pierwszy z lewej widoczny Jerzy Jeliński oraz żona marszałka Aleksandra Piłsudska. W tle wyprawowy Ford T (źródło: NAC)

Trudna to była wyprawa

Podróż dookoła świata zajęła 28 miesięcy. 30 października 1928 roku do Ojczyzny powrócił… sam Jerzy Jeliński, a na dodatek Buickiem, a nie Fordem. Wyprawa stawiała czoła wielu przeciwnościom, głównie finansowym. Problemy były na tyle duże, że podróżnicy musieli uciekać się niekiedy do sprzedaży własnych zapasów lub wykonywania różnych prac. Dokładnie taki sam podróżniczy los spotkał kilka dekad później R. Sługockiego i Z. Rzeżuchowskiego! Dochodziło również do nieporozumień między samymi członkami wyprawy, a nawet poważnych oskarżeń. Były nawet podejrzenia, że w pewnym momencie członkowie są werbowani do obecnego wywiadu. We Włoszech przymusowo usunięto Jana Ławę, który później wysnuł szereg oskarżeń w stosunku do Jelińskiego. W Algierii Bruno Brettschneider zmęczony tułaczym żywotem odłączył się od pozostałych i wrócił do Polski. Jako ostatni z wyprawy odpadł Eugeniusz Smosarski, który nie został wpuszczony do USA z powodu zakaźnej choroby oczu, której nabawił się w Afryce. Jeliński został sam. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wyeksploatowany Ford, który po miesięcznym rejsie na pokładzie statku był już mocno zdewastowany, nie sprosta dalszej wyprawie. Dlatego w USA podjął działania zmierzające ku wymianie samochodu. Odwiedzając liczne ośrodki polonijne, prowadząc odczyty i wykłady udało mu się uzbierać pieniądze na Buicka, którym szczęśliwie dokończył podróż wiodącą przez Azję, a następnie Kanałem Sueskim do Europy. W Ojczyźnie został powitany z największymi honorami przez tłumy warszawiaków i prezydenta Mościckiego. W czasie wyprawy Jeliński pokonał 78 000 km, czyli właściwie dwukrotnie okrążył Ziemię dookoła. Za swoją postawę skaut został odznaczony Krzyżem Zasług. Jeliński od dekad uznawany jest za pierwszego Polaka, który odbył podróż dookoła świata samochodem. Jednak czy ta narracja jest prawdziwa? Wszystko wskazuje na to, że niestety nie. Dwa lata przed nim podobnego wyczynu dokonał Walery Pieczyński, znany jako kapitan Walter Wanderwell, wraz ze swoją młodziutką żoną Idris Hall vel Alohą Wanderwell. Jednak postać samozwańczego kapitana z uwagi na ogromne kontrowersje wokół swojej osoby popadła w zapomnienie i niełaskę. 

Prawdziwy przyjaciel zawsze patrzy z zaufaniem

Już w dwudziestoleciu międzywojennym o wyprawie powstało mnóstwo artykułów, które można liczyć w setkach, a nawet tysiącach. Najobszerniejszą relacją z ekspedycji była jednak wyjątkowa książka „Pod Polską flagą samochodem naokoło świata. Podróż skauta Jerzego Jelińskiego” autorstwa Władysława Umiński. Właśnie to działo stało się celem naszych poszukiwań. Po kilku miesiącach odkupiliśmy książkę od jednego z warszawskich handlarzy. Był to zupełny zbieg okoliczność. Po prostu znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Niewiele myśląc staliśmy się posiadaczami rozpadającej się w dłoniach unikalnej książki, którą sprzedający uprzejmie włożył nam w dużą kopertę, żebyśmy nie pogubili kartek schodząc z ostatniego piętra wysokiego bloku. Wiedzieliśmy, że tę pozycję ciężko zdobyć, a już wyjątkowo trudno dostać ją z oryginalną okładką. Pamiętam jak Maciek spoglądał w windzie na wypchaną makulaturą kopertę z radosnym uśmiechem i o dziwo zaufaniem, że cały ten misterny plan się uda. W drodze do domu odwiedziliśmy jeszcze grób Jerzego Jelińskiego i zapaliliśmy symboliczne znicze.

To co przetrwało wojnę stało się marmurem

Książka była w złym stanie, ale co najważniejsze była kompletna. Sprawą nie bez znaczenia jest to, że nasz egzemplarz to pierwsze warszawskie wydanie z 1929 roku, które zawierało fotografie oraz przedrukowaną księgę pamiątkową. Wśród nich znalazły się wpisy prezydenta RP Ignacego Mościckiego, marszałka Józefa Piłsudskiego, premiera Włoch Benito Mussoliniego, króla Belgi Alberta I Koburga, prezydenta USA Johna Calvina Coolidge’a Jr. i wiele innych. Ile książek wydrukowano przed wojną? Prawdopodobnie kilka tysięcy, z czego można szacować, że wojnę przetrwała połowa nakładu. Wydanie drugie z 1946 roku było już pozbawione zdjęć, a księgę pamiątkową okrojono do 19 wpisów. Zostało ono przeznaczone wyłącznie na wewnętrzny użytek organizacji harcerskich. W przypadku przedwojennych książek większość pozycji była wydrukowana na słabej jakości papierze przy marnych technologiach, a to z kolei sprawiało, że książki z upływem lat się notorycznie rozklejały i łatwo ulegały zniszczeniu. To co przetrwało wojenne perypetie, w późniejszych latach trafiało najczęściej w tzw. oprawy introligatorskie wykonywane z różną starannością. Z pewnością kojarzycie „marmurkowe” sztywne oprawy lektur dostępnych w szkolnych bibliotekach. A okładka nie jest tutaj bez znaczenia! Na stronie tytułowej, pierwszego wydanie „Pod Polską flagą…”, widnieje wymowny obraz przedstawiający anioła w białej przepasce, który czuwa, aby samochód z biało – czerwoną flagą nie wpadł w przepaść. Jest to reprodukcja akwareli namalowanej przez Wiktora Mazurowskiego, na którego uczestnicy wyprawy natknęli się we Włoszech. Malarz w 1927 roku przeprowadził się do Rzymu, gdzie mieszkał i tworzył do 1939 roku. Tam też poznał się z Jerzym Jelińskim, którego oprowadzał po mieści, a w dowód sympatii namalował dla niego pamiątkowy obrazek, który później stał się wyjątkową okładką. Miał to być wyraz uznania za przebycie trudnych górskich dróg. Bardzo nam zależało na uratowaniu tej unikalnej pierwszej strony i chcieliśmy, aby nasz egzemplarz był odnowiony w najlepszy możliwy sposób, a co najważniejsze przetrwał kolejne długie lata.

Pan Marek umie wszystko!

Kolejne tygodnie zajęło nam wybranie zakładu introligatorskiego, któremu zdecydowalibyśmy się powierzyć prace konserwatorskie. Wydawałoby się, że mając dostęp do Internetu wszystko jest proste, ale to tylko pozory. W całej Polsce jest przynajmniej kilkudziesięciu fachowców, którzy trudnią się tym wymierającym zawodem. Nieoczekiwanie z pomocą przyszedł profil Mapa ginących zawodów, na którym opublikowano historię pana Marka z Łodzi. Marek Gabryś od 15 lat prowadzi swój własny zakład introligatorski w Łodzi przy ul. Sienkiewicza 38. Pracy nad książkami poświęcił w sumie 45 lat swojego życia i oddał jej całe swoje serce. Na pierwszym spotkaniu ze szczegółami opowiedział nam o tajnikach tej bardzo wymagającej profesji i kompleksowo opisał jak będzie wyglądał cały przekrój prac. Od razu wiedzieliśmy, że to TO! I tak też się stało, po dwóch tygodniach odebraliśmy od pana Marka pięknie oprawioną i odświeżoną książkę z 1929 roku! Jeśli tylko będzie ku temu okazja, to pojawi się ona na kilku naszych śniadaniach, żebyście mogli osobiście dotknąć kawałka przedwojennej motoryzacyjnej historii. My tymczasem już dzisiaj, 30 maja 2022 roku, dokładnie w 96. rocznicę rozpoczęcia się harcerskiej wyprawy dookoła świata meldujemy wykonanie zadania!

Gdybyście mieli ochotę przeczytać tę wyjątkową lekturę w domowym zaciszu, to na stronie Mariusza Kwestorowskiego znajdziecie nie tylko ciekawostki dotyczące samej wyprawy, ale również darmowy e-book i skany oryginalnej książki do pobrania.